piątek, 11 maja 2018

*** Rozdział szósty ***

Część pierwsza: ONA

Wychodząc z galerii, zauważyła asystentkę Kou czekającą przy srebrnym Lexusie. Krótkowłosa dziewczyna, kiedy tylko ją zobaczyła, z miłym, ale jednocześnie przepraszającym uśmiechem, zbliżyła się do niej.
- Witaj, Ami – Usagi odezwała się pierwsza.
- Witam, panno Tsukino – przywitała się Mizuno i od razu przeszła do konkretów. – Niestety pan Kou nie będzie mógł się dziś z panią spotkać, bo musiał pilnie wyjechać w interesach. Jest mu bardzo przykro z tego powodu, jednak ma nadzieję, że już niedługo się zobaczycie.
- Rozumiem – odpowiedziała blondynka, nieco zbita z tropu.
- Właśnie w tym momencie pan Kou powinien wylatywać do Sydney... – dziewczyna spojrzała na swój markowy zegarek, jakby nawet w tym momencie musiała mieć nad wszystkim kontrolę. – Prosił, żebym odebrała od pani umowę i przekazała to.
Wręczyła niebieskookiej elegancką perłową kopertę, na której czarnym ozdobnym pismem wygrawerowane było jej imię i nazwisko.
Usagi przyjęła kopertę, nie dając po sobie poznać, że dosyć mocno zaciekawiło ją, co może w sobie kryć. Brunet nie wspominał jej o żadnych dodatkowych „atrakcjach”. Nie chciała zaglądać do środka przy Ami, więc musiała uzbroić się jeszcze w odrobinę cierpliwości.
W zamian za to podała jej teczkę z umową.
- Dziękuję – niebieskowłosa niezwłocznie schowała ją do skórzanej aktówki. – Jeśli jeszcze mogłabym w czymś pomóc? Coś wyjaśnić? Może gdzieś panią podwieźć?
Młoda kobieta chyba nigdy nie wychodziła ze swojej roli kompetentnej asystentki.
- Nie trzeba, dziękuję – Usagi uśmiechnęła się do niej. – Miło, że się pofatygowałaś aż tutaj. Wystarczyło zadzwonić, to wpadłabym do biura Seiyi w innym terminie. I czy mogłabym cię prosić, żebyś mówiła mi po imieniu? Jakoś dziwnie czuję się z tym „pani”.
- Dobrze – dziewczyna lekko się zarumieniła. – Pan Kou wyraźnie zaznaczył, że mam odebrać umowę i przekazać zaproszenie jak najszybciej.
„Zaproszenie?”, przebiegło przez myśl blondynki.
Jej ciekawość wzrosła jeszcze bardziej.
- No tak, czemu się nie dziwię… – mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do dziewczyny. – Jeszcze raz dziękuję.
- Jeśli to wszystko, wrócę już do swoich obowiązków. W biurze czeka mnie masa pracy w związku z tym nagłym wyjazdem – ponownie uśmiechnęła się przepraszająco.
- Jasne, leć – Usagi pomachała jej, kiedy ta wsiadała do samochodu, po czym ponownie skierowała wzrok na trzymaną w dłoni kopertę.
Głupio tak byłoby otwierać ją niemal na środku ulicy, dlatego postanowiła czym prędzej udać się do pobliskiej ulubionej kawiarni i tam na spokojnie zapoznać się z tajemniczą treścią.

***

- Zaproszenie? Na urodziny? Wow! – entuzjastyczny pisk jej przyjaciółki zmusił ją do odsunięcia na moment telefonu od ucha.
Rei wydawała się być wniebowzięta. Ona sama na początku nie była pewna, czy powinna przyjąć to zaproszenie. W najbliższą sobotę Seiya planował świętować swoje dwudzieste ósme urodziny. Na ile już zdążyła go poznać i wyrobić sobie o nim jakąś opinię, zapewne będzie to towarzyskie wydarzenie roku, za zaproszenie na które co poniektórzy pewnie daliby się pokroić. A ona, zupełnie niespodziewanie i nawet się nie prosząc, mogła na nie przyjść. I to z osobą towarzyszącą. Nie ukrywała, że zrobiło jej się miło, ale jednocześnie wyczuwała w tym jakieś drugie dno. Zresztą jak we wszystkich kontaktach z brunetem. Poza tym czuła się odrobinę nieswojo po tych ostatnich nocnych SMSach. Wciąż żałowała tej chwili słabości.
Jednak po początkowym wahaniu i przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, zdecydowała się pójść, mimo że nigdy nie była wyjątkowo imprezowym typem. Ale w sumie mogliby się z Mamoru trochę zrelaksować i pobawić, w inny niż dotychczas sposób. A że w ich związku potrzeba było odrobinę urozmaicenia, uznała to za dobry pretekst.
Niestety wystarczył jeden telefon do Chiby i w sekundzie plany wzięły w łeb. Bo co? Bo jej chłopak jak zawsze miał dyżur w szpitalu. Poczuła lekkie ukłucie zawodu, bo zdążyła już się nastawić na sobotnią zabawę.
Zerknęła ponownie na elegancką karteczkę ze wszystkimi szczegółami dotyczącymi przyjęcia. Określenie „osoba towarzysząca” niekoniecznie znaczyło, że musi przyjść ze swoim partnerem. Równie dobrze mogła pojawić się z najlepszą przyjaciółką u boku. Ona na pewno jej nie zawiedzie. A nawet, jeśli miałaby inne plany, to w sekundzie by z nich zrezygnowała, byle tylko móc towarzyszyć niebieskookiej. I tutaj się nie myliła. Rei, gdy tylko usłyszała propozycję Usagi, zaczęła piszczeć co najmniej jak nastolatka, która właśnie dowiedziała się, że pójdzie na koncert swojego idola.
„Cała Rei. Potrafi cieszyć się jak dziecko”, pomyślała blondwłosa z pobłażliwym uśmiechem.
- To już w sobotę! A ja nie mam się w co ubrać! Przecież nie wypada iść w byle czym! Tam pewnie będzie mnóstwo znanych osób i przedstawiciele mediów… - czarnowłosa chyba zaczynała wpadać w lekką paranoję. – Gdzie dokładnie ta impreza?
- W jakimś klubie „Hurricane” – Usagi dla pewności zerknęła jeszcze raz na zaproszenie. – Jest dopisek, by zabrać stroje kąpielowe…
- „Hurricane”?! O matko! Zawsze chciałam tam pójść, ale bardzo ciężko przejść przez selekcję przy wejściu i zazwyczaj trzeba mieć specjalne zaproszenie…
- Nic mi ta nazwa nie mówi… - mruknęła błękitnooka, wtrącając się w paplaninę Hino.
- Usa, w jakim świecie ty żyjesz?! – w głosie przyjaciółki dało się słyszeć naganę.
- W swoim – burknęła w odpowiedzi.
- Czas cię z niego wyrwać! – Rei roześmiała się perliście. – Jutro porywam cię na zakupy!
Przyjaciółka, jak to miała w zwyczaju, rozłączyła się niemal w pół zdania.

***

Sobota przyszła dużo szybciej, niż Usagi się tego spodziewała.
Od godziny dopracowywały z Rei swój makijaż i strój. A raczej brunetka to robiła, bo Usagi postawiła na swój standardowy i sprawdzony make up, czyli kocie oko i mocne czerwone usta. Jedyne ustępstwo, na jakie poszła, ze względu na usilne prośby i przekonywania przyjaciółki, to rozpuszczone włosy zamiast luźnego koka, które teraz złotymi puklami opadały jej na plecy. Z kreacją zdecydowała się nie szaleć, w przeciwieństwie do Rei. Ta właśnie po raz setny przeglądała się w lustrze, sprawdzając czy złota cekinowa sukienka dobrze na niej leży.
- Wyglądasz jak milion dolców – skomentowała niebieskooka. – Ale jak się schylasz, to prawie widać ci tyłek.
- Nie bądź taka pruderyjna – prychnęła Rei, poprawiając misternego warkocza zaplecionego z jej kruczoczarnych włosów. – Wzięłaś strój?
- Nie. Nie mam zamiaru taplać się w basenie – blondynka wywróciła oczami, widząc minę dziewczyny. – I nie, nie zmienię zdania.
- Jak chcesz – Hino wydęła swoje malinowe usta, jednocześnie upychając do małej torebki mikroskopijne, zdaniem Usagi, czarne bikini. – Gotowa na podbój miasta?
Usagi rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro, oceniając swój dzisiejszy wygląd. Szmaragdowozielona dzianinowa sukienka midi bez rękawów delikatnie otulała jej ciało. Wiązane czarne sandałki jeszcze bardziej wydłużały jej sylwetkę, a wintydżowa torebka Chanel i niewielkie srebrne kolczyki dopełniały całości.
- Gotowa – odpowiedziała ze śmiechem.
Entuzjazm przyjaciółki powoli zaczynał się udzielać także i jej.

***

To, co zastały na miejscu, przeszło ich najśmielsze oczekiwania. „Hurricane” było faktycznie niezwykle ekskluzywne. Nawet aż do przesady. Składało się z trzech poziomów: na pierwszym znajdował się typowy klub z lożami i miejscem do tańca, na drugim był basen – największa atrakcja tego miejsca, natomiast trzeci stanowił taras, z którego rozciągał się nieziemski widok na miasto. Wszystko było dopracowane i wymuskane w każdym szczególe. Ściany wyłożone matowym błękitnym szkłem, kryształowe żyrandole zwisające z sufitów, granatowe skórzane kanapy... Nic dziwnego, że trzeba było mieć specjalne zaproszenie, by móc się tutaj pobawić. Dla zwykłego śmiertelnika to miejsce było niemal jak przedsionek raju. I szczerze, żadne inne nie pasowałoby tak idealnie jako lokalizacja urodzin jednego z największych playboyów w kraju.
Kelnerki i kelnerzy, wszyscy idealni jak z żurnala, roznosili na złotych tacach kolorowe koktajle i wymyślne przekąski. Z głośników płynęła taneczna muzyka.
Pierwsze co je uderzyło zaraz od wejścia, oprócz wszechobecnego przepychu, to prawdziwy tłum ludzi. Nijak nie dało się ukryć, że jubilat postanowił świętować z prawdziwą pompą. Wśród gości przeważały młode śliczne dziewczęta, wystrojone w swoje najlepsze, i prawdopodobnie najkrótsze lub najbardziej wydekoltowane, sukienki. Podrygiwały w rytm największych hitów, sącząc egzotyczne drinki i posyłając powłóczyste spojrzenia w jedno miejsce. Miejsce, w którym stał on. Otoczony wianuszkiem kobiet, rozmawiał ze swoim przyjacielem
- O matko! On wygląda jak młody bóg!! – Rei wrzasnęła do ucha blondynki, starając się przekrzyczeć głośną muzykę.
O nie. Nie wyglądał jak młody bóg. Już raczej jak pan podziemnego królestwa, władczy i pociągający zarazem. Zdawało się, że wszystko w tym lokalu skupia się wyłącznie wokół niego.
Jego hematytowa koszula, z podwiniętymi nonszalancko rękawami i dwoma odpiętymi pod szyją guzikami, połyskiwała w świetle stroboskopów. Ciemne jak noc oczy spoglądały ponad tłumem wprost na nią. Poczuła przechodzący przez ciało dreszcz.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Część druga: ON

Po nocnych SMSach z błękitnooką, obudził się w wyjątkowo świetnym nastroju. Wesoło pogwizdywał, czy to biorąc poranny prysznic, goląc się, popijając aromatyczną kawę, a nawet jadąc windą do swojego biura. Było to do niego zupełnie niepodobne, w związku z czym, wzbudzało niemałe zainteresowanie pracowników, a przede wszystkim jego wspólnika.
- Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że wczoraj zaliczyłeś jakąś nieziemską laskę – zagaił go białowłosy. – Ale przecież ty przeleciałeś już chyba wszystkie laski w tym mieście.
Zaczął się śmiać sam ze swojego żartu.
- Czyżby dowcip ci się wyostrzył? – odpowiedział Kou z przekąsem.
Nagle Nakane pacnął się otwartą dłonią w czoło, jakby właśnie coś sobie przypomniał.
- Ale ze mnie gapa! Przecież ta jedna jedyna jeszcze ci nie uległa! – znów zarechotał, wyjątkowo z siebie zadowolony. – No chyba, że się mylę i stąd ten błogi nastrój? No zdradź kilka pikantnych szczegółów swojemu staremu przyjacielowi…
- Palant – Seiya szturchnął go w ramię, uśmiechając się pod nosem.
Nawet głupie żarty kumpla nie były w stanie popsuć mu humoru.
Czuł, że jest coraz bliżej tego, by złotowłosa się przed nim otworzyła. I to całkowicie.
Wtem podeszła do nich asystentka bruneta, z poważną miną.
- Panie Kou, Sydney na linii – powiedziała. – Pojawiły się pewne problemy…
Zaklął siarczyście w myślach, jednak nie dał po sobie poznać, że aż się w nim gotuje. Był pewien, że ten temat został już domknięty, wszystkie szczegóły dopracowane i jedyne co pozostało, to czerpanie profitów z nowego intratnego interesu.
- Łącz – rzucił przez ramię i zniknął w swoim gabinecie.

***

Siedząc w prywatnym odrzutowcu Gulfstream G-200, swoim ostatnim nabytku, po raz kolejny przeglądał teczkę z dokumentami, przygotowaną mu przez Mizuno. Musiał być gotowy na każdą ewentualność w negocjacjach z Australijczykami. Nie mogli go niczym zaskoczyć. Za dużo energii i pieniędzy kosztowała go ta inwestycja, żeby teraz miał zostać z niczym. On im jeszcze pokaże z kim mają do czynienia. Przekonają się, że ostatnie słowo należy zawsze do Seiyi Kou.
- Coś panom podać? – zapytała przejmie młoda, atrakcyjna stewardessa, w idealnie skrojonym uniformie.
- Whisky z lodem – odpowiedział Nakane.
Kou zmierzył go krzywym spojrzeniem.
- Żadnego alkoholu. Musimy mieć w pełni sprawne umysły, niczym niezamroczone – powiedział poważnie. – Dwa espresso i wodę.
- Oczywiście – dziewczyna ukłoniła się lekko i poszła przygotować napoje.
Brunet sięgnął po swojego iPhone’a i jeszcze zanim samolot zaczął kołować, wybrał numer swojej asystentki. Upewnił się, że zapamiętała wszystkie wydane jej polecenia. Wolał mieć wszystko pod kontrolą.
Żałował, że nie zobaczy się dziś z Usagi, jednak akurat w tym przypadku musiała zejść na drugi plan. Bo o ile w innej sytuacji rzuciłby wszystko, byle ukraść kilka wspólnych chwil i popracować nad nią, tak teraz co innego było ważniejsze.
Miał tylko nadzieję, że przyjmie jego zaproszenie. Zresztą po ostatnich wydarzeniach był niemal pewien, że zobaczą się w sobotni wieczór. A wtedy sobie wszystko odbije.

***

Od prawie dwóch godzin prześlizgiwał wzrokiem po gościach hucznie bawiących się w „Hurricane”, szukając tej jednej. Jednak wciąż nigdzie jej nie dostrzegał. Czyżby pomylił się w swojej ocenie? Był stuprocentowo pewien, że przyjdzie.
Uśmiechał się i odpowiadał miło na wszystkie powitania i życzenia urodzinowe, ale wciąż jego ciemne tęczówki skanowały pomieszczenie. Nagle jego wzrok zatrzymał się na jednej osobie.
- A jednak jesteś… - mruknął pod nosem, niedosłyszalnie dla stojących przy nim gości.
Spoglądał na nią intensywnie, jakby siłą umysłu chciał ją do siebie przyciągnąć. Była jak jasny, złoty punkt w całej tej mieszaninie ludzi. Uśmiechnął się prawie niezauważalnie i postąpił krok do przodu. Wtem ich spojrzenia się skrzyżowały. Stała tam, prawie na drugim końcu sali, wpatrując się w niego. Skinął jej głową, na co ona odpowiedziała lekkim uśmiechem.
Brunet zerknął w bok, chcąc przekonać się, czy przyprowadziła ze sobą swojego faceta. Ale nigdzie go nie było. Zamiast niego zauważył jej czarnowłosą przyjaciółkę. To spowodowało, że jego nastrój stał się jeszcze lepszy.
„Czas przejść do działania…”, pomyślał i nie zawracając sobie głowy stojącymi przy nim dziewczynami, ruszył w jej kierunku.
Niestety nie dane było mu dotrzeć do niebieskookiej, bo z głośnym piskiem podbiegły do niego trzy młode kobiety ubrane w skąpe bikini i rzuciły się na niego. Ciągnęły go za ręce, śmiały się głośno i krzyczały, by szedł z nimi.
Na moment stracił czujność, a gdy spojrzał z powrotem w kierunku, gdzie jeszcze przed chwilą stała blondynka, jej już tam nie było.
„Jeszcze cię znajdę”, pomyślał i pozwolił poprowadzić się na poziom z basenem.

***

Z godziny na godzinę impreza nabierała coraz większego tempa. Zdążył już zaliczyć kilka kąpieli w basenie, gdzie ocierały się o niego kobiece ciała o idealnych krągłościach. Wypił sporo szotów za swoje zdrowie, przez co powoli zaczynało mu przyjemnie szumieć w głowie.
Od czasu do czasu postać złotowłosej mignęła mu gdzieś w tłumie, jednak ciągle ktoś stawał mu na drodze. Taka już rola gospodarza, by zabawiać swoich gości.
Zobaczył, jak Tsukino kieruje się do windy prowadzącej na taras. Tym razem nie mógł przegapić okazji.
- Wybaczcie na moment, drogie panie – uśmiechnął się flirciarsko do otaczających go dziewczyn.
Odpowiedział mu jęk zawodu.
- Wrócę do was – uspokoił je, po czym zniknął w prywatnej części.
Wziął ekspresowy prysznic, szybko osuszył ciało i włosy ręcznikiem. Zarzucił na siebie luźne czarne jeansy i szarą koszulkę polo od Ralph’a Lauren’a. Po chwili był już w windzie.
Przywitało go nocne, nieco chłodne powietrze. Rozejrzał się po tarasie widokowym. Dostrzegł ją na jego drugim końcu. Z uśmiechem ruszył w tamta stronę.
- Niezły widok, prawda? – odezwał się, gdy już tylko dzieliło go kilka kroków od blondynki.
Drgnęła na dźwięk jego głosu i odwróciła się.
- Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie – odpowiedziała w typowym dla siebie, nieco zachowawczym, tonie.
Nie mógł powstrzymać się, żeby nie ogarnąć wzrokiem jej sylwetki. Sukienka, mimo, że nie pokazywała zbyt wiele, to pozwalała działać wyobraźni. Podobało mu się to, że nie wyglądała jak inne kobiety, które się tutaj bawiły. Nie była ani wyzywają, ani wulgarna. Jej strój nie krzyczał: „weź mnie tu i teraz!”. Pozostała sobą, przez co była cholernie seksowna. Aż jęknął w duchu, siłą woli starając trzymać ręce prze sobie.
- Cieszę się, że przyszłaś – powiedział. – Jak się bawisz?
Nie spuszczał z niej wzroku. Miał nadzieję, że z jego oczu nie da się wyczytać tych wszystkich rzeczy, które miał ochotę z nią zrobić.
A zresztą, chrzanić to! Niech wie, jak na niego działa!
- To miejsce jest… - zawahała się. – Cóż. Nie nawykłam bywać w takich miejscach. Co nie znaczy, że mi się nie podoba.
Roześmiał się.
- Wybacz, że w poniedziałek nie dałem rady się spotkać. To był dziwny i szalony dzień.
- Rozumiem. Siła wyższa – uśmiechnęła się. – Mam nadzieję, że problemy jakoś się rozwiązały.
- Nie miały innego wyboru – odparł z przekąsem.
Tym razem to ona się roześmiała.
Nagły podmuch wiatru rozrzucił jej złote włosy, na moment przysłaniając jej twarz. Zadrżała, pocierając odsłonięte ramiona.
- Może usiądziemy – wskazał jedną z kilku skórzanych kanap, w miejscu osłoniętym od wiatru.
Pozwoliła mu się poprowadzić. Po drodze skinął na kelnera. Usiedli. Po chwili młody mężczyzna postawił przed nimi dwie kryształowe szklanki z whisky.
- To na rozgrzewkę – Seiya puścił jej oczko.
- Chcesz mnie upić i wykorzystać? – zapytała na pozór nagannym tonem.
- A co, jeśli taki właśnie mam zamiar? – odpowiedział pytaniem na jej pytanie.
Znów roześmiała się radośnie. Podobał mu się ten luźny tor, w którym zmierzała ich rozmowa. Chyba pierwszy raz, odkąd się poznali, pozwoliła mu przekroczyć nieco tą grubą linię, którą zazwyczaj miała dla niego wyznaczoną.
- Nie uda ci się – powiedziała poważnie i upiła spory łyk ognistego napoju, nawet odrobinę się przy tym nie krzywiąc. – Twoje zdrowie!
- Założymy się? – również się napił, zaglądając głęboko w jej błękitne tęczówki.
- O co? – zmrużyła oczy, przez co wyglądały na jeszcze bardziej kocie.
Brunet rozejrzał się wokół, po czym przysunął się bliżej dziewczyny. Pochylił się nad nią, ustami lekko muskając jej złote włosy. Jeden niesforny lok założył jej za ucho. Pochylił się jeszcze bardziej. Czuł, że całe jego ciało spina się na tę bliskość, a zmysły szaleją.
- Lubisz szybką jazdę? – szepnął zmysłowo.
Usłyszał, że jej oddech przyspieszył. Pozwolił sobie, by jego usta delikatnie musnęły płatek jej ucha. Zadrżała. Tym razem na pewno nie z powodu zimnego wiatru.
- Usa! Tu jesteś! Wszędzie cię szukałam! – usłyszeli wesoły kobiecy głos, dobiegający z niedalekiej odległości.
Blondynka szybko się od niego odsunęła, natomiast on powolnym ruchem wrócił na swoje miejsce.
- Już idę! – Tsukino pospiesznie podniosła się z kanapy, rzucając mu ukradkowe spojrzenie.
Tymczasem Kou założył rękę za oparcie kanapy, rozsiadł się wygodnie i dopijając whisky, spoglądał na rozciągające się nieopodal miasto. Na jego usta wciąż na nowo cisnął się uśmiech.
Już prawie ją miał. Zasiał w niej ziarnko, a teraz musi pozwolić mu kiełkować. Czuł, że szybko wystrzeli, rosnąc w siłę.
Lepszych urodzin nie mógł sobie zaplanować.

piątek, 6 kwietnia 2018

*** Rozdział piąty ***


Część pierwsza: ON

Kolejny powód, żeby się z nią spotkać. No no, los chyba naprawdę chciał, żeby blondwłosa znalazła się w jego ramionach. A przynajmniej on tak to interpretował.
Kiedy zobaczył jej portfolio leżące na stoliku w jego gabinecie, nie zastanawiał się wiele. A nawet od razu wiedział, co zrobi. Miał tylko nadzieję, że niebieskooka go nie uprzedzi i nie zadzwoni w sprawie umowy. Bo to oznaczałoby jedno spotkanie mniej, a on nie mógł do tego dopuścić. Był jej głodny. Był jej spragniony. Jak ktoś, komu od dłuższego czasu odmawiano podstawowych ludzkich potrzeb.

***

Wybrał numer jej komórki i czekał. Wiedział, że od pół godziny jest sama w mieszkaniu. Wynajęty detektyw jak zawsze spisał się perfekcyjnie.
Może właśnie brała kąpiel? Oczami wyobraźni już widział to apetyczne ciało skąpane w pachnącej pianie. Nie potrzeba było mu wiele, by się nakręcił. Jedna mała myśl, jedno na pozór niewinne skojarzenie, a jego krew dosłownie wrzała, pompując życiodajny płyn do tej jednej części jego ciała. Potrzebował ujścia tego napięcia, ale wiedział, że żadna inna w pełni go nie zaspokoi. A ona, jak na złość, ciągle wydawała się taka nieprzystępna.
Już miał się rozłączyć, jednak odebrała po szóstym sygnale.
- Tak? – usłyszał jej melodyjny głos.
- No hej – przywitał się wesoło. – Wczoraj chyba coś u mnie zostawiłaś?
Ciekaw był jej reakcji.
- Tak. Zorientowałam się dopiero po wyjściu. Ale nie przejmuj się, portfolio nie jest mi teraz potrzebne. Odbiorę je przy następnym spotkaniu. Albo najwyżej wyślij mi je.
Zaśmiał się w duchu. Co to, to nie. Miałby stracić taką wspaniałą okazję?
- Mogę ci je podrzucić – zaproponował.
- Nie trzeba. Naprawdę. Nie kłopocz się – próbowała oponować.
Czyżby jednak wyczuł w jej głosie wahanie?
- Ależ to naprawdę żaden problem. Jesteś teraz w mieszkaniu? – zapytał, choć doskonale znał odpowiedź.
- Tak, ale…
- No to świetnie – przerwał jej i rozłączył się, nie pozwalając jej dokończyć zdania.
Odczekał pół minuty, po czym przeszedł przez korytarz i zapukał do jej drzwi. Tego na pewno się nie spodziewała. Ale on musiał działać.
Zdziwienie, jakie malowało się na jej twarzy, gdy otworzyła, było naprawdę urocze.
- Co…? Ale jak… już? – tylko tyle była w stanie z siebie wydusić.
Brunet obdarzył ją swoim firmowym uśmiechem.
- Akurat przejeżdżałem w pobliżu – skłamał bez najmniejszej krępacji. – Mogę wejść?
Automatycznie uchyliła szerzej drzwi i wpuściła go do środka. Chyba jeszcze nie otrząsnęła się z pierwszego szoku. Punkt dla niego. Miał wrażenie, że zdobywa ich coraz więcej w tej pasjonującej rozgrywce o jej wdzięki.
Rozejrzał się z zaciekawieniem po mieszkaniu. Teraz mógł już łatwiej wizualizować swoje erotyczne fantazje, osadzając je w tym przytulnym, choć nieco minimalistycznym gniazdku. Już niemal widział ich ciała splątane w miłosnym uścisku to na dużej kanapie, to znów na fotelu przy oknie, puszystym dywanie, a nawet na stole w kuchni.
- Fajne mieszkanie, choć nie w moim stylu – powiedział za to na pozór obojętnie, odkładając trzymane w dłoni portfolio na drewnianą komodę.
- Tak, ty lubisz surowe wnętrza – odpowiedziała.
- Pamiętałaś? – udał zaskoczenie.
Skrzyżowała ręce na piersiach i lekko przechyliła głowę, lustrując go uważnie.
Miękki musztardowy sweter cudownie otulał jej sylwetkę, a krótkie granatowe satynowe szorty eksponowały zgrabne, długie nogi. Co za widok! Chociaż dla niego warto było tu przyjechać!
- Tak, mam wyjątkowo dobrą pamięć – spojrzała na niego nieco butnie. – A teraz powiedz mi, co tak naprawdę tu robisz. Bo nie uwierzę, że przypadkiem byłeś w tej dzielnicy i przypadkiem stałeś pod moimi drzwiami.
- Ale taka jest prawda. Przysięgam! – podniósł ręce w obronnym geście, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
- Gdybym miała dwadzieścia lat, to może bym ci uwierzyła – wydęła malinowe usteczka, wciąż spoglądając na niego z powątpiewaniem.
Brunet aż głośno przełknął ślinę. Najchętniej podszedłby do niej i wpił się w te usta z taką pasją i siłą, jakich zapewne nie miał w sobie ten jej doktorek.
- No dobra – powiedział, uspokajając nieco rozszalałe zmysły. – Miałem ochotę na kawę w twoim towarzystwie. Ewentualnie herbatę. Albo wino. Albo chociażby szklankę wody… To jeszcze nie zbrodnia, prawda?
Roześmiała się perliście, co wziął za dobrą monetę. Skoro już ją rozbawił, dalej powinno iść bardziej gładko.
- Wiesz, że jesteś niemożliwy? – chyba już na dobre skapitulowała.
- Staram się. Od wielu lat – wzruszył ramionami z charakterystyczną dla siebie nonszalancją. – W końcu moja opinia nie wzięła się znikąd.
Dziewczyna znów się roześmiała, przechodząc do kuchni. Podążył za nią, nie odrywając wzroku o jej krągłości rysujących się pod delikatnymi szortami.
- No dobra, szybka kawa – nastawiła ekspres, wsypując czarne ziarna do młynka.
Zerknęła na zegar, co nie uszło jego uwadze.
- Czekasz na kogoś? – zapytał od niechcenia, rozsiadając się przy stole.
Poluzował grafitowy krawat i rozpiął dwa górne guziki jasnoszarej koszuli.
- Tak – powiedziała, wyjmując dwa błękitne ceramiczne kubki.
- Twój chłopak? – skrzywił się, ale nie zauważyła tego, zajęta nalewaniem kawy.
- Tak – ponownie krótko potwierdziła.
Usiadła naprzeciwko niego, stawiając przed nim kubek z parującym aromatycznym napojem. Upiła łyk, a on podążył jej śladem. Przez moment spoglądali na siebie bez słowa.
- Przeglądałaś już może naszą umowę? – pierwszy przerwał ciszę.
- Pobieżnie – upiła kolejny łyk. – Od wczoraj jakoś nie miałam na to czasu...
- Co cię tak absorbuje? Ukochany? – w jego głosie dało się wyczuć ironię.
Twarz jej spochmurniała i zmierzyła go nieprzyjaznym wzrokiem.
- Już ci mówiłam, że moje życie prywatne, to tylko i wyłącznie MOJA sprawa – powiedziała dobitnie. – Wydaje mi się, że jednak powinieneś już iść.
Wstała, czekając aż on zrobi to samo.
„Niech to szlag!”, zaklął w myślach.
A już tak dobrze mu szło. Wydawało mu się, że ich relacje odrobinę się ociepliły, a teraz wszystko wzięło w łeb. Spieprzył coś, co z takim trudem udało mu się osiągnąć. Jednak co mógł poradzić na to, że był cholernie zazdrosny. O nią. O tego jej doktorka. O to, że tamten mógł ją mieć w łóżku, a on nie… To wszystko doprowadzało go do szału.
„Kurwa!!”, w jego myślach pojawiło się kolejne przekleństwo.
Ale co mógł zrobić? Podniósł się z krzesła i ruszył w kierunku wyjścia. Blondynka szła za nim. W tym momencie drzwi mieszkania otworzyły się i stanął w nich krótkowłosy brunet.
Kou zrobił kwaśną minę.
„Jeszcze jego mi tu brakowało…”
- O, co za niespodzianka – Chiba wyciągnął do niego rękę.
- Witam i jednocześnie żegnam – Seiya potrząsnął jego dłonią. – Właśnie wychodziłem.
- Zostawiłam swoje portfolio w biurze Seiyi. Przywiózł mi je – dziewczyna szybko wytłumaczyła obecność długowłosego, co nie umknęło jego uwadze.
- To miłe z twojej strony – Chiba zwrócił się do Kou.
- A nie mówiłem – Kou rzucił blondynce znaczące spojrzenie.
- Może zostaniesz jeszcze chwilę? Napijemy się drinka? – zaproponował chłopak błękitnookiej.
Dziewczyna jednak miała nietęgą minę.
- Dzięki, ale może innym razem. Wpadłem tylko na chwilę, interesy wzywają… - powiedział.
- No tak – Mamoru pokiwał głową ze zrozumieniem.
- To na razie! Trzymajcie się! – pożegnał się.
Już miał wyjść, ale w ostatniej chwili odwrócił się jeszcze i spojrzał na stojącą w przedpokoju parę. Mężczyzna obejmował złotowłosą w talii. Kou jedynie mocną siłą woli ukrył grymas, jaki cisnął mu się na usta, widząc tą dwójkę.
- Tak na marginesie, świetne zdjęcia, Usagi – powiedział i opuścił mieszkanie.
Kiedy tylko zamknęły się za nim drzwi, jego twarz rozjaśnił przebiegły koci uśmieszek. Miał wrażenie, że mimo wszystko wyszedł dobrze na tym spotkaniu. Zwłaszcza końcówka była dla niego. Coś mu podpowiadało, że między Usagi a jej facetem nie do końca układało się tak różowo, jak to mogło wyglądać dla kogoś patrzącego z boku. A on był bardzo dobrym obserwatorem, znał się na ludziach i nieraz potrafił dostrzec to, na co inni nie zwracali uwagi. Uczepił się tej myśli i postanowił na tym skupić swoje dalsze działania.

***

Rozsiadł się wygodnie na tylnej skórzanej kanapie swojego srebrnego służbowego Lexusa LS. Wyraz zadowolenia z siebie nie schodził mu z twarzy. Nie umknęło to uwadze nawet jego kierowcy.
- Udane spotkanie? – spytał go podwładny.
- I to bardzo – odpowiedział mu. – Bardziej, niż się spodziewałem.
- Dokąd teraz, panie Kou? – zapytał szofer.
- Wracamy do biura – powiedział, w głowie planując już kolejne kroki.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Część druga: ONA

Niespodziewana wizyta Kou wyprowadziła dziewczynę z równowagi dużo bardziej, niż to po sobie pokazywała. Zwłaszcza nie chciała okazywać tego przed Mamoru.
- Fajny gość z tego Kou – powiedział Chiba.
- Taaa – odpowiedziała mu zdawkowo, w głowie wciąż analizując niedawne spotkanie.
Czy powinna niepokoić się tym, że był u niej w mieszkaniu? Czy jego zainteresowanie nie było za duże? Czy już powinna się niepokoić? Czy może niepotrzebnie dorabia sobie tą ideologię?
Jedno było pewne. Doskonale zdawała sobie sprawę z zainteresowania, jakie okazywał jej Kou. Nie wiedziała tylko, do czego to wszystko doprowadzi. Do czego Kou będzie w stanie się posunąć, jaki jeszcze pretekst wymyśli, by być bliżej.
Musiała odciąć się od niego, dopóki jeszcze miała taką możliwość. Dopóki nie zabrnie to za daleko. Zrobi dla niego te zdjęcia, wywiąże się z umowy, ale potem definitywnie zerwie wszelkie kontakty. Wytłumaczy mu to, choćby łopatologicznie, że koniec wspólnych interesów.
Widziała, że Kou zależy. Choć niby w zawoalowany sposób, ale jednak chciał zrobić na niej wrażenie. Zaimponować jej. Musiałaby być naprawdę ślepa, by tego nie zauważyć. Każda kobieta doskonale potrafiła odczytać takie właśnie męskie zachowanie. A ona nie chciała tego zainteresowania z jego strony. Była w związku z mężczyzną, którego kochała. Może nie była to relacja pełna pasji i namiętności, ziemia nie osuwała się jej spod stóp przy każdym spotkaniu, serce nie biło jak szalone, jednak bycie z Mamoru dawało jej poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. A to było najważniejsze. Tego potrzebowała od mężczyzny, z którym dzieliła swoje życie. Nie zabawy, szaleństwa, elementu zaskoczenia, ciągłych niespodzianek, ale właśnie tego poczucia pewności.
„Przewidywalności? Nie, PEWNOŚCI!”, skarciła samą siebie w myślach.

***

Kochali się tego wieczoru. Jak zawsze w jej łóżku, przy lekko przygaszonym świetle. Po wszystkim Mamoru szybko zasypiał, pochrapując lekko. Tak było i dziś. Ale ona nie mogła się wyciszyć. Czegoś jej brakowało. Miała ochotę na więcej.
Nie mogła powiedzieć, że nie było jej dobrze. Czuła się adorowana i pożądana, szczytowała w ramionach ukochanego, ale… Niespodziewanie pojawiło się to „ale”.
Seks nie wnosił nic nowego do ich relacji. Od długiego czasu ten sam schemat, podobne pieszczoty. Do tej pory nawet nie zwracała na to uwagi, że ich życie erotyczne stało się nieco przewidywalne. Nie było zaskoczenia, pikanterii, frywolności. Wcześniej jej to nie przeszkadzało? Czy tego nie dostrzegała? A może w zupełności jej to wystarczało? To dlaczego właśnie teraz dotarło do niej, jak nudne było ich pożycie?
Bała się, że od tego już tylko krok do następnych problemów. A może wszystko wyolbrzymiała? Przecież nie każdy musiał być seksualnym dzikim zwierzęciem. Mamoru był spokojnym typem i taki też był jego temperament w łóżku.
Chociaż może, malutkimi kroczkami, uda jej się wprowadzić nieco urozmaicenia. Dotąd nie proponowała mu żadnych innowacji, ale może warto spróbować.
Przekręciła się na bok i w ciemności spojrzała na śpiącego obok niej mężczyznę. Przysunęła się bliżej niego. Delikatnie przejechała opuszkami palców po jego nagim torsie. Nie zareagował. Zjechała dłonią niżej, zataczając kółka na jego brzuchu, po czym wsunęła dłoń do jego bokserek. Zacisnęła ją na jego penisie i powoli zaczęła go gładzić. Usłyszała cichy pomruk. Brunet przebudził się.
- Usako? – zapytał zaspanym głosem. – Co ty robisz?
- A jak myślisz? – odpowiedziała mu pytaniem, wciąż pieszcząc jego męskość, która powoli zaczynała twardnieć pod jej palcami. – Może druga runda?
Jej ruchy stały się szybsze i mocniejsze. Poczuła narastające w niej pożądanie.
- Kochanie… Jestem zmęczony… Miałem ciężki dyżur – usłyszała z ust Chiby.
Westchnęła i odsunęła się od niego.
„A niby mężczyźni zawsze są gotowi i zawsze mają ochotę…”, pomyślała rozgoryczona.
- Wynagrodzę ci to. Rano – pocałował ją w czubek głowy i odwrócił się do niej tyłem.
Ponownie zasnął.
Była rozczarowana. I to bardzo. Słodkie pulsowanie w podbrzuszu nie ustępowało. Zacisnęła uda, starając się uspokoić zmysły. Odetchnęła kilka razy głęboko, ale nic to nie pomagało. Było podniecona i potrzebowała zaspokojenia swojej żądzy. Niestety, nie dane jej to było ze strony jej faceta. A sama nie miała zamiaru rozładować tego seksualnego napięcia.
Postanowiła wstać i się czegoś napić. Może to jej jakoś pomoże?
Przeszła do kuchni, nalała sobie szklankę lodowatej wody i usiadła przy stole. Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę komody, na której wciąż spoczywało jej portfolio. Leżało tam, gdzie położył je długowłosy brunet.
„On na pewno by mnie tak nie zostawił…”, ta myśl niespodziewanie wkradła się do jej umysłu.
Skąd w jej głowie pojawiło się takie coś?! Przestraszyła się lekko sama siebie. Nigdy do tej pory nie myślała o innych mężczyznach, będąc z Mamoru.
Rozejrzała się niepewnie, zerkając dłużej na drzwi do sypialni. Jakby spodziewała się ujrzeć stojącego w nich swojego chłopaka z karcącym wyrazem twarzy. Jednak była sama, on spał.
Przeszła do salonu i wyjęła iPhone’a ze stacji ładującej. Usiadła z nim na kanapie i owinęła się kocem. Chwilę wpatrywała się w swój telefon, po czym szybko napisała SMSa i wysłała go.
      „Śpisz?”
Głupie pytanie. Na pewno spał. Był prawie środek nocy. Od razu pożałowała, że wysłała do niego tą wiadomość. Co on sobie o niej pomyśli?
Może nie zauważy tego SMSa… W tym momencie na ekranie smartfona pojawiła się nowa wiadomość.
- Cholera – mruknęła. – Zauważył.
      „Nie. Coś się stało?”
Przeczytała i szybko zerknęła za siebie. Pojawiły się wyrzuty sumienia. Nie powinna pisać do niego po nocy. Zwłaszcza do niego. Ale zrobiła to i teraz wypadało coś odpisać.
„Tak! Miałam ochotę na seks z moim facetem, ale on mnie olał”, pomyślała z goryczą.
Zamiast tego napisała.
      „Właśnie przeglądam naszą umowę. Jutro Ci ją podrzucę.”
- Idiotka – prychnęła.
      „Super. Będę czekał.”
Dopiero teraz uświadomiła sobie, że od dłuższego czasu wstrzymywała oddech. Wypuściła powoli powietrze, odprężając się.
Jakoś z tego wybrnęła. Na drugi raz powinna się zastanowić, zanim znowu zrobi coś tak głupiego.
Pojawiła się nowa wiadomość.
      „Nie możesz spać?”
Chwilę upłynęło, zanim zdecydowała się mu odpowiedzieć.
      „Jakoś nie…”
      „Bo wiesz… W razie czego mogę przyjechać…”
Uśmiechnęła się pod nosem.
      „Dzięki za dobre chęci, ale mam już towarzystwo.”
Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Dawno nie flirtowała z żadnym facetem.
      „Towarzystwo chyba nie jest dostatecznie absorbujące, skoro po nocy ślęczysz nad prawniczym bełkotem.”
- O ty cwaniaku – ponownie się uśmiechnęła.
      „Znowu przekraczasz granicę…”
      „Wybacz! Już będę grzeczny.”
- Musiałbyś nie być sobą – szepnęła. – Ale koniec już tej zabawy…
      „Dobranoc.”
      „Słodkich snów.
Sekundę później dostała jeszcze jedną wiadomość.
      Nie będę dodawał, że byłoby mi niezmiernie miło, gdyby były o mnie…”
Kto by pomyślał, że z niego taki czaruś. Odłożyła telefon z powrotem do ładowania.
Gdyby teraz spojrzała w lustro, zobaczyłaby rumieńce barwiące jej policzki na różowo. Czuła się jak nastolatka robiąca coś zakazanego.
Coś, czego było jej potrzeba.

piątek, 23 marca 2018

*** Rozdział czwarty ***


Część pierwsza: ON

Zauważył ją tylko, gdy weszła do restauracji. Wyglądała nieziemsko w prostej małej czarnej i rozpuszczonych, lekko pofalowanych włosach. Towarzyszył jej jakiś krótkowłosy brunet. Z zachowania wynikało, że to jej facet. Randka? Kou zmarszczył brwi.
„Jeszcze jedna przeszkoda”, pomyślał niezadowolony.
Dzisiejszy wieczór spędzał w towarzystwie Nakane i jakiś dwóch młodych kobiet, które ten przyprowadził. Jak dotąd nudził się cholernie. Dziewczyny, poza wyglądem, okazały się być mało interesujące. Kolejne panienki na jeden wieczór, których imion już nawet nie pamiętał. Brunet zaczynał martwić się o swojego kumpla, bo ten chyba powoli tracił swój dobry gust do kobiet. Ostatnio nie przyprowadził żadnej wartej uwagi. Albo to dla niego żadna nie była warta tego, by poświęcił jej więcej niż jedną noc.
Na szczęście najwidoczniej los się do niego uśmiechnął i to zupełnie niespodziewanie. Tsukino była chyba ostatnią osobą, którą spodziewał się dziś ujrzeć. A jednocześnie najbardziej pożądaną. Po ich ostatnim spotkaniu w kawiarni miał tak intensywny erotyczny sen, jak chyba jeszcze nigdy dotąd. Oczywiście z nią w roli głównej. Ileż by dał, żeby to wydarzyło się naprawdę i mógł z nią robić to, co w tym śnie. Albo nawet i więcej. Na samo wspomnienie krew zaczęła szybciej krążyć w jego żyłach. Ta dziewczyna niesamowicie na niego działała. Nie tylko seksualnie, choć to przede wszystkim. Jej nieprzystępność z każdym krokiem intrygowała go coraz bardziej.
Ze swojego końca sali odprowadził ich wzrokiem do stolika, który mieli zarezerwowany. Sam, jak dotąd, pozostał niezauważony. Usiedli i zaczęli przeglądać karty, o czymś przy tym rozmawiając.
Kou skinął na kelnera. Ten błyskawicznie pojawił się przy ich stoliku.
- Podać coś jeszcze? – spytał usłużnie.
- Widzi pan tamtą parę? – wskazał na Usagi i jej towarzysza. – Proszę podesłać im ode mnie butelkę najlepszego szampana. I cokolwiek dziś zamówią, proszę dopisać to do mojego rachunku.
- Oczywiście – kelner skłonił się i odszedł, by zrealizować zamówienie.
Po kilku chwilach napotkał wpatrzone w siebie błękitne oczy. Patrzyły z zaskoczeniem. Uśmiechnął się i skinął głową. Dziewczyna odwzajemniła gest, choć z lekką rezerwą. Mimo wszystko, uznał to za zachętę.
- Wybaczcie na moment – zwrócił się do Diamanda i towarzyszących im kobiet. – Pójdę się tylko przywitać.
Nie czekając na ich reakcję, wstał i ruszył do stolika znajdującego się kilka metrów dalej.
- Nie chcę przeszkadzać, ale pomyślałem, że się przywitam. Witaj Usagi – mruknął swoim uwodzicielskim, głębokim głosem.
Złotowłosa wyciągnęła dłoń i podała ją Kou. Ten pochylił się i delikatnie musnął ją ustami, jednocześnie wciągając zapach jej skóry i perfum. Ileż dałby, żeby poczuć też jej smak. Najchętniej skosztowałby językiem jej alabastrowej skóry, possał długie i zgrabne palce, lekko kąsał opuszki, aż z jej zmysłowych, pełnych ust wydobyłby się cichutki jęk. A to byłoby dopiero preludium. Jego wyobraźnia zaczynała szaleć.
- Przedstawisz mnie swojemu towarzyszowi? – powiedział z czarującym uśmiechem, na chwilę odganiając natrętne myśli.
Dziewczyna wydawała się być zaskoczona jego gestem, gdyż zapewne spodziewała się zwykłego uściśnięcia ręki. Plus dla niego.
- Oczywiście. Seiya Kou, będziemy razem pracować. A to Mamoru Chiba, mój chłopak. Jest lekarzem.
Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. Seiya zmierzył wzrokiem swojego rywala, choć nie dał po sobie poznać, co o nim myślał. A prawda była taka, że nie widział żadnego zagrożenia. Partner Usagi, w porównaniu z nim samym, wydawał się być nijaki, niemal bezbarwny. Co taka dziewczyna, jak Tsukino, w nim widziała? Nie był w stanie tego pojąć. Przecież ten facet nie mógł jej zaoferować tego, o czym zapewne marzyła w głębi duszy. To było widać na pierwszy rzut oka.
Znów uśmiechnął się pod nosem.
- Miło poznać. Jestem fanem twoich poczynań na torze -  powiedział krótkowłosy brunet. – Dzięki za szampana.
- Drobiazg – Kou machnął ręką. – Oby wam smakował. To ja już nie przeszkadzam. Miłego wieczoru.
- Dziękujemy. Wzajemnie – odpowiedział Chiba.
Usagi milczała.

***

Przez resztę wieczoru prawie nie spuszczał z niej wzroku, sącząc powoli szampana. Śledził każdy jej ruch. Obserwował, jak śmieje się podczas rozmowy. Jak naturalnie odgarnia do tyłu swoje długie włosy. Jego oczy podążały tą samą drogą, jaką pokonywał do jej ust widelec czy kieliszek.
Szlag go trafiał, że to nie on jest na miejscu jej faceta! Zacisnął mocno pięść.
Czuł, że tej nocy blondynka znów pojawi się w jego marzeniach sennych. Że będzie powolnym ruchem zdejmował z niej tą czarną sukienkę... Że będzie gładził jej idealne ciało… Pieścił zapamiętale każdy milimetr jej skóry… Poczuł, jak rośnie jego erekcja. Odetchnął głęboko, biorąc się w garść.
„Jeszcze nie teraz”, pomyślał. „Ale będę cię miał!”
- Idziemy! – bezceremonialnie podniósł się z krzesła, zaskakując swoich towarzyszy.
Nie patrząc na nich, ruszył w stronę wyjścia z restauracji. Przechodząc niedaleko stolika Tsukino, zauważył szybkie spojrzenie jej błękitnych tęczówek.

***

- Robisz błąd – powiedział Nakane, kiedy już rozsiedli się wygodnie na tylnym siedzeniu czarnego Hummera. – I to poważny.
Do jego boku przytulały się dwie młode kobiety, z którymi wcześniej zjedli kolację.
- Czy ja już ci czasem nie mówiłem, żebyś pilnował swoich interesów? – prychnął Kou.
Miał już serdecznie dość wymądrzania się swojego kumpla. Zaczynał go coraz bardziej irytować. Nie był jego matką, tylko wspólnikiem oraz kompanem do imprezowania, picia i zaliczania lasek.
- Chłopie, przejedziesz się na tym. Jeszcze zobaczysz – dodał jasnowłosy.
- Odwal się – żachnął się Seiya. – Zaczynasz zrzędzić jak jakaś stara baba! Serio, zajmij się sobą. Albo naszymi przemiłymi towarzyszkami – dodał już nieco spokojniejszym tonem.
Białowłosy już nic więcej nie powiedział.
Przyciemniana szyba oddzielająca pasażerów od kierowcy opuściła się bezgłośnie.
- Dokąd jedziemy, panie Kou? – zapytał mężczyzna w średnim wieku, ubrany w czarny garnitur.
- „Three Lights” – odpowiedział krótko Kou.
Szyba zasunęła się i samochód powoli włączył się do ruchu.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


Część druga: ONA

Taksówka zatrzymała się tuż przed wejściem do jednego z tokijskich drapaczy chmur. Dziewczyna wysiadła z samochodu i stojąc na chodniku, spojrzała w górę. Rzędy okien wydawały się ciągnąć do samego nieba. Z tego, co zdążyła się dowiedzieć, budynek stanowił własność Seiyi Kou, a na trzech ostatnich piętrach mieściły się biura jego, jego wspólnika i pozostałych pracowników. Resztę wynajmował. Nie do końca udało jej się ustalić, czym dokładnie zajmował się jej zleceniodawca. W internecie znalazła jedynie nikłe wzmianki o rynku nieruchomości. Co prawda nie szukała jakoś wyjątkowo intensywnie. Ponadto większość informacji dotyczących bruneta, to były plotki o jego podbojach, wzmianki o imprezach, w których uczestniczył oraz o wyścigach samochodowych, jego największej pasji.
Po sobotnim spotkaniu w restauracji czuła się jeszcze bardziej niepewnie, niż wcześniej na samą tylko myśl o dzisiejszej wizycie u Kou. Szczerze, to wolałaby się spotkać na jakimś bardziej neutralnym gruncie, ale z dwojga złego lepsze było biuro niż na przykład mieszkanie. To dopiero byłoby krępujące i jednocześnie deprymujące.
Odgarnęła niesforny złoty kosmyk, który podmuch wiatru przykleił jej do twarzy i weszła do środka. Od razu uderzył ją przepych tego miejsca. Błyszczące marmury, skórzane kanapy, które zapewne były piekielnie drogie i niezwykle delikatne w dotyku. Do tego mnóstwo egzotycznych roślin, kilka grafik wiszących na ścianach lobby oraz dwie przeszklone windy.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? – przywitał ją młody recepcjonista w idealnie skrojonym garniturze.
Blondynka dopiero teraz dostrzegła jego obecność.
- Dzień dobry – podeszła do mężczyzny. – Jestem umówiona z Seiyą Kou. Nazywam się Usagi Tsukino – dodała.
Recepcjonista błyskawicznie sprawdził coś w swoim komputerze, po czym uśmiechnął się uprzejmie.
- Ostatnie piętro – poprawił swoje okulary w drucianych oprawkach. – Miłego dnia.
- Dziękuję, wzajemnie – odpowiedziała automatycznie.
Skierowała swoje kroki do windy, której drzwi otworzyły się przed nią niemal bezgłośnie. Wsiadła i nacisnęła przycisk. Winda szybko i bezszelestnie zaczęła wjeżdżać na górę. Dziewczyna przymknęła oczy, czując jak serce podchodzi jej do gardła. Nie miała lęku wysokości, jednak to przeszklone pudełko wznoszące się coraz wyżej i wyżej powodowało u niej dziwny niepokój. Kurczowo przyciskała do piersi swoje portfolio, które w ostatniej chwili zdecydowała się ze sobą zabrać. W końcu w zleceniu Kou chodziło o zdjęcia, dlatego wydawało jej się to odpowiednie.
Odetchnęła dopiero, kiedy znalazła się na najwyższym piętrze budynku. Tutaj również otoczyła ją elegancja wnętrza. Zresztą, czego innego mogła się spodziewać. Wystrój był podobny do tego na dole, z tą jedynie różnicą, że na ścianach zamiast grafik znajdowały się obrazy przedstawiające sztukę współczesną. Musiała przyznać, że ten, kto je tutaj umieścił, miał naprawdę dobry gust. Ciekawa była, czy wyboru dokonał sam Kou czy po prostu zrobił to projektant wnętrz.
Mniej więcej w połowie holu dostrzegła mahoniowe biurko, zza którego podniosła się krótkowłosa kobieta. Kiedy Usagi znalazła się już blisko niej, ta wyciągnęła dłoń.
- Dzień dobry. Nazywam się Ami Mizuno i jestem asystentką pana Kou – kobiety podały sobie ręce.
- Usagi Tsukino. Jestem…
- Tak, oczywiście. Pan Kou już na panią czeka – krótkowłosa wyprzedziła jej słowa, uśmiechając się uprzejmie. – Proszę za mną.
„Czy wszyscy są tu tacy mili z natury? Czy to tylko nakaz właściciela?”, zastanowiła się niebieskooka.
Wyglądało na to, że na tym piętrze mieścił się jedynie gabinet bruneta. Usagi podążyła za kobietą. Była nieco zdziwiona, bo spodziewała się w tym miejscu raczej kogoś innego. Do wizerunku asystentki Seiyi Kou bardziej pasowałaby jej jakaś przebojowa, seksowna blondynka. Tutaj natomiast przywitała ją dziewczyna skromna, chyba nawet w podobnym do niej wieku. Owszem, była bardzo ładna, jednak w nienachlany sposób. Ale przede wszystkim sprawiała wrażenie niezwykle kompetentnej i profesjonalnej, czym od razu zaskarbiła sobie sympatię błękitnookiej. Ceniła sobie takich ludzi.
Zatrzymały się przed ogromnymi podwójnymi drzwiami z matowego szkła. Asystentka najpierw lekko w nie zastukała, po czym od razu weszła do środka. Usagi ruszyła za nią.
- Panie Kou, panna Tsukino już jest – zaanonsowała ją.
Wnętrze gabinetu Kou było proste, niemal surowe. Wielkie okna sięgające od podłogi do sufitu, zimne betonowe ściany, marmurowa posadzka. Wyposażenie stanowiło sporych rozmiarów biurko z wygodnym fotelem i najnowszym modelem MacBook’a, usytuowane na wprost okien, szklany stolik w rogu otoczony dwoma skórzanymi kanapami, obok którego znajdował się niewielki barek oraz dwa regały. Ściany zdobiły czarno-białe zdjęcia nieznanych jej miast, zrobione z lotu ptaka. Chętnie przyjrzałaby im się bliżej, bo ją zaciekawiły.
Czarnowłosy siedział do nich tyłem, ale słysząc słowa asystentki, odwrócił się wraz z fotelem i spojrzał prosto w oczy blondynki.
- Dziękuję, Ami. Poprosimy o dwa espresso i wodę – powiedział.
Krótkowłosa skinęła głową i bezszelestnie opuściła pomieszczenie. Tymczasem Seiya podniósł się i podszedł do Usagi.
- Cieszę się, że jesteś. Może usiądziemy – wskazał na ciemne kanapy.
Podążyła jego śladem i usiadła. Tak, jak przypuszczała, obicie było wyjątkowo miękkie i przyjemne. Delikatnie przejechała po nim opuszkami palców. Podniosła głowę i dostrzegła, że mężczyzna jej się przygląda. Odwróciła wzrok, nieco speszona jego intensywnym spojrzeniem. Czyżby dostrzegła coś jeszcze w jego ciemnych oczach?
W międzyczasie Ami wróciła z dwoma filiżankami i kryształowymi szklankami, postawiła je przed nimi na stoliku.
- Proszę, żeby w najbliższym czasie nikt mi nie przeszkadzał, dobrze? – dodał Kou.
- Oczywiście – przytaknęła.
Zostali sami.
- Mam nadzieję, że nie miałaś po drodze żadnych problemów. I rozumiem, że się nie rozmyśliłaś – uniósł brwi, jakby czekając na potwierdzenie.
- Inaczej by mnie tu nie było – Usagi powoli odzyskiwała rezon.
W odpowiedzi Kou uśmiechnął się po nosem. Sięgnął po filiżankę i rozsiadł się wygodniej na kanapie. Upił łyk kawy, nie spuszczając wzroku z dziewczyny. Musiała przyznać sama przed sobą, że mężczyzna prezentował się świetnie w czarnym garniturze i jasnobłękitnej koszuli. Granatowy krawat idealnie komponował się z kolorem jego oczu. Brunet pasował do tego wnętrza. Z kolei ona wydawała się być jak plama koloru na tle tych wszechobecnych szarości i czerni. Długa wzorzysta sukienka wręcz krzyczała. Jedynie skórzana ramoneska wygrzebana w jednym ze sklepów vintage zdawała się jako tako wpasowywać w to miejsce. Pod warunkiem, że kosztowałaby z dziesięć razy więcej…
- Przyniosłam swoje portfolio, gdybyś chciał zerknąć – przypomniała sobie i położyła opasłą teczkę na stoliku.
- Chętnie je przejrzę. Razem z tobą… Zapewne z każdym zdjęciem wiąże się jakaś historia, a ja z przyjemnością bym ich wysłuchał…
„W co on pogrywa?”, pomyślała.
- Nie chciałabym nadwyrężać twojego cennego czasu – odpowiedziała z krzywym uśmiechem. – Z tego co wiem, jesteś wyjątkowo zajętym człowiekiem.
- Owszem, ale zawsze potrafię znaleźć czas, jeśli ktoś jest dla mnie ważny…
Nie podobał jej się kierunek, w jakim zaczynała zmierzać ta rozmowa. Właśnie tego się obawiała. Że Seiya Kou, będąc na swoim gruncie, zdominuje całe dzisiejsze spotkanie, albo co gorsza, w ogóle będą rozmawiać o czymś zupełnie innym niż jego propozycja pracy. I najwidoczniej niewiele się pomyliła.
- Może jednak przejdziemy do omówienia zlecenia, którego zgodziłam się podjąć – spróbowała zmienić temat.
- Jak sobie życzysz – uśmiechnął się w ten typowy dla siebie sposób.
Wstał i podszedł do swojego biurka. Wrócił z czarną teczką.
- Moi prawnicy opracowali szczegółową umowę. Możesz sobie ją na spokojnie przeanalizować w domu. Sprawdzić wszystko. Dopytać, gdybyś miała jakiekolwiek wątpliwości lub gdyby coś było niezrozumiałe. Jestem do dyspozycji. O każdej porze…
- Wiem – wyrwało jej się.
Doskonale pamiętała, że nie tak dawno dzwonił do niej niemal w środku nocy.
Seiya roześmiał się. Chyba pomyślał dokładnie o tym samym.
- Kolacja była udana? – spytał, znów sprowadzając rozmowę na prywatny tor.
„Jaka kolacja? O czym on mówi?”, pomyślała. Dopiero po chwili skojarzyła fakty.
- Tak, nawet bardzo – odpowiedziała. – Ale nie musiałeś za nas płacić. To było dosyć krępujące. Zwłaszcza dla mnie…
- Nie chciałem wprowadzać cię w zakłopotanie. Pomyślałem tylko, że to miły gest.
Przez moment mierzyli się wzrokiem. Mocny granat przeciwko czystemu błękitowi.
- Dzięki, ale na przyszłość, proszę, nie rób tego – powiedziała twardo. – Poza tym, to MÓJ mężczyzna zaprosił mnie na kolację i to on powinien za nią zapłacić, a nie inny…
Zamilkła w połowie zdania. Już wiedziała o co chodzi. Rozgryzła go. Jak to samce mają w zwyczaju, lubią się popisywać, pokazywać, który z nich jest lepszy, który ma więcej do zaoferowania. I Seiya Kou zrobił to, płacąc ich rachunek. Chciał tym udowodnić, że może więcej. Że może zrobić, co tylko zechce. Pytanie tylko, czy tą wyższość chciał okazać wyłącznie Mamoru, pokazać mu, gdzie jego miejsce w szeregu? I czy w ogóle jej chłopak zdawał sobie z tego sprawę, że inny mężczyzna podrywał jego dziewczynę? Bo o to w tym chodziło. Kou po prostu próbował ją poderwać. Za pierwszym razem mu się to nie udało, ale wciąż się starał. Blondynka zakładała taką ewentualność, ale nie dopuszczała jej do siebie. Trzymała to ciągle gdzieś z tyłu głowy. A teraz nagle wszystko stało się jasne. Tylko co ona ma z tym zrobić?
- Długo jesteście razem? – brunet zadał kolejne niewygodne pytanie.
- Chyba za bardzo interesujesz się moim życiem prywatnym – skarciła go, po czym skierowała wzrok na teczkę z dokumentami. – Skoro na razie mam tylko zapoznać się z umową, to pozwól, ale chciałabym się tym zająć jak najszybciej. Zadzwonię, kiedy podpiszę i wtedy umówimy się już na konkretny termin zdjęć.
Podniosła się z kanapy.
- Odwiozę cię – Kou błyskawicznie znalazł się przy swoim biurku i już sięgał po telefon. – Tylko zadzwonię po kierowcę…
- Nie trzeba, naprawdę – zaoponowała.
Chciała jak najszybciej uwolnić się od niego. Zdominował ją całkowicie. Niemal naruszył jej strefę komfortu. Jeszcze chwila z nim, a chyba zaczęłaby krzyczeć.
- Mam ochotę na spacer. W pojedynkę – dodała twardo.
- Wolałbym mieć pewność, że bezpiecznie dotarłaś do siebie…
- Uwierz mi, jestem już dużą dziewczynką i potrafię sobie poradzić z dotarciem do własnego mieszkania – prychnęła.
- Ok, ok – podniósł ręce w obronnym geście. – Odezwij się, kiedy już podpiszesz umowę.
Wręczył jej teczkę i odprowadził do drzwi.
Dopiero, kiedy opuściła ten budynek ze szkła, odetchnęła głęboko. Sporo kosztowała ją ta wizyta. Rozmowa, choć tak naprawdę o niczym, wyczerpała ją niemal całkowicie. Jakby mężczyzna wyssał z niej prawie całe pokłady energii, zostawiając jedynie tyle, by mogła wykonywać najprostsze czynności. Jeśli każde kolejne spotkanie będzie przebiegało w podobny sposób, to chyba będzie musiała wybrać się na jakąś terapię. Albo przynajmniej porządny relaksacyjny wypad do spa.
Ruszyła przed siebie, ale nagle przystanęła w pół kroku.
- Cholera, zapomniałam portfolio – mruknęła pod nosem.
Jednak nie miała zamiaru wracać. Nie dziś. To byłoby już ponad jej siły.
Copyright © 2016 Usagi & Seiya - only from afar... , Blogger