niedziela, 31 grudnia 2017

~ 9 ~

16 listopada, wtorek

Usagi Tsukino – wróg publiczny numer jeden! No kto by pomyślał! Naru jednak miała rację.
W ogóle to, co się ostatnio dzieje, to jakaś jedna wielka farsa, która nie do końca mnie bawi. Albo raczej, której nie rozumiem. I albo ja jestem jakaś nienormalna, albo to inni.
A już to, co wydarzyło się dzisiaj, przekracza wszelkie granice…
Gdy Naru mówiła mi, że przez znajomość z Seiyą mogę stać się najbardziej nielubianą dziewczyną w szkole, naprawdę wzięłam to za lekką przesadę. Bo czy komukolwiek może aż tak przeszkadzać to, że dwie osoby zaczynają się przyjaźnić? Czy ja robię coś złego? Wyrządzam komuś krzywdę swoim zachowaniem? To jest wprost niepojęte!
Na długiej przerwie na lunch jak zwykle siedziałyśmy z Naru na stołówce i plotkowałyśmy, jedząc nasze drugie śniadanie. Niespodziewanie przy naszym stoliku pojawiła się grupka dziewczyn. W pierwszej chwili je zignorowałam, bo nie przypuszczałam, że mogą chcieć czegoś akurat ode mnie. Jedynie zerknęłam na nie szybko, rejestrując, że wszystkie należą do tej samej paczki – najpopularniejszych dziewcząt w naszej szkole. Tym bardziej nie pasowało mi, żeby miały jakiś interes konkretnie do mnie. Nijak do nich nie pasowałam i przypuszczam, że nawet nie znalazłby się jeden wspólny temat, na który mogłybyśmy porozmawiać. Tak to już jest, że w szkole tworzą się różne grupki, mniejsze czy większe. Chłopców, dziewczyn, kółek zainteresowań… Ja nie przynależałam do żadnej, trzymałam się tylko z Naru i to mi w zupełności wystarczało.
Wymieniłam zdziwione spojrzenia z moją przyjaciółką, ale ona też wydawała się nie rozumieć całej tej zaistniałej sytuacji. Wzruszyłam ramionami, wracając do mojego bento. Ale one wciąż stały nade mną, prawie czułam ich oddechy na karku, a ich spojrzenia niemal przewiercały mnie na wylot. Poczułam się wyjątkowo nieswojo, naprawdę nie wiedząc, o co może chodzić.
„Ty!”, usłyszałam za sobą głos jednej z nich.
Odwróciłam się i zobaczyłam palec oskarżycielsko skierowany w moją stronę. Przesunęłam wzrok i napotkałam spojrzenie ciemnych oczu Sonoko, naszej największej szkolnej gwiazdy. I przy okazji niezaprzeczalnie najładniejszej. Ale też wyjątkowo wyniosłej i pewnej siebie. Albo się ją uwielbiało, albo nienawidziło. Dla mnie pozostawała zupełnie obojętna.
„Ja?”, wydukałam, całkowicie zaskoczona, że taka dziewczyna odezwała się do mnie.
Przecież należałyśmy do dwóch zupełnie różnych światów, wręcz przeciwległych. A takie osoby jak ona nie rozmawiały z takimi jak ja. Coś konkretnego musiało być na rzeczy.
„Tak, ty”, z gracją odrzuciła do tyłu swoje długie włosy, wciąż wskazując na mnie palcem.
Kątem oka dostrzegłam, że uczniowie bliżej nas odłożyli pałeczki i zaczęli przyglądać się tej scenie z zaciekawieniem.
„O co chodzi?”, również odłożyłam swoje pałeczki i podniosłam się, stając naprzeciwko Sonoko.
„Nie podoba nam się, że ktoś taki jak ty kręci się wokół Seiyi”, powiedziała, mierząc mnie wzrokiem od dołu do góry.
Ostentacyjnie wydęła usta w kpiącym grymasie, a w jej spojrzeniu dostrzegłam coś w rodzaju niesmaku i niezadowolenia z tego, co widziała. Poczułam narastającą złość. Moja buntownicza natura, zazwyczaj mocno schowana, zaczęła wyzierać na światło dzienne. Co jej do tego z kim się spotykam?!
„Po pierwsze, co to znaczy, ktoś taki jak ja?”, odpowiedziałam jej oschle. „A po drugie, wcale nie kręcę się wokół Seiyi.”
Jej spojrzenie stało się jeszcze bardziej zawzięte.
„Jesteś zwykłą małpą. Hałaśliwą, wredną i nijaką. Nie zasługujesz na niego”, niemal wypluła te słowa.
Przyznam, że zabolało mnie to, co właśnie usłyszałam. Bardziej, niż mogłabym przypuszczać. Określiła mnie tak nieprzychylnie i przy tym tak dobitnie, a przecież w ogóle mnie nie znała. To było wielce niesprawiedliwe. W tym momencie mój stosunek do niej z obojętności mocno przesunął się w stronę nielubienia.
„Nie pozwolę sobie, żeby ktoś mnie obrażał. I to w dodatku bezpodstawnie”, odparowałam, opierając dłonie na biodrach i patrząc na nią butnie.
Jeśli myślała, że w ten sposób mnie wystraszy, to grubo się myliła.
„Nie dość, że brzydka, to jeszcze głupia…”, powiedziała w stronę swoich koleżanek, na co te roześmiały się drwiąco.
Stały za jej plecami, prawie jak grupa sekundantów w trakcie pojedynku.
Tymczasem coraz więcej uczniów zaczęło zbierać się wokół nas. Wszyscy byli ciekawi tej niecodziennej wymiany zdań.
„Usagi…”, Naru pociągnęła mnie za rękaw, chcąc zwrócić na nią moją uwagę.
Rzuciłam jej tylko szybkie spojrzenie, ale zdążyłam wyczytać z jej twarzy niemą prośbę, bym dała sobie spokój. Jej oczy mówiły, że nie warto zadzierać z Sonoko. Pokręciłam głową.
„Albo zostawisz go w spokoju, albo…”
„Albo co?”, przerwałam jej, rzucając wyzwanie.
Chyba nie spodziewała się takiej postawy z mojej strony. Pewnie raczej sądziła, że jednym zdaniem wbije mnie w ziemię i jeszcze będę ją przepraszała za to, jaka jestem.
„Króliczku, co tu się dzieje?”
Nagle nie wiadomo skąd u mojego boku pojawił się Seiya. Wzrok zarówno Sonoko, jak i jej wiernego grona, momentalnie skierował się na jego postać.
„Seiya…”, mruknęła uwodzicielsko.
Jednak on zdawał się w ogóle nie zwracać na nią uwagi.
„Wszystko w porządku?”, znów zwrócił się do mnie.
„Tak”, odpowiedziałam. „Tylko niektórym wyjątkowo przeszkadza to, z kim się zadajesz.”
Dopiero teraz Seiya obdarzył zainteresowaniem grupkę dziewczyn stojącą naprzeciwko. Sonoko wyprostowała się, prężąc swoje szczupłe i wysportowane ciało. Miałam ochotę palnąć ją w tą jej śliczną główkę.
„To moja sprawa z kim się spotykam i innym nic do tego”, odpowiedział z dumnie podniesioną głową.
„Ale Seiya…”, Sonoko chciała zaprotestować.
„Ale co?”, odparował.
„Każda, byle nie ona… Jest taka nijaka… Bezosobowa…”, próbowała go przekonać.
„Króliczku, pokażemy im potęgę naszej miłości?”, mrugnął do mnie wesoło, jednocześnie obejmując mnie ramieniem.
Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Jego ciało emanowało takim żarem, że mógłby chyba stopić lodowiec.
Ale co on wyprawiał?! Co on wygadywał?! Chyba już mu kompletnie odbiło.
„Seiya, co ty bredzisz?”, syknęłam mu do ucha.
Delikatnie, choć stanowczo, wyswobodziłam się z jego uścisku. Od razu zrobiło mi się chłodniej, jakby ktoś nagle odciął mnie od dotychczasowego dopływu ciepła. Mimowolnie zadrżałam.
„Jakiej miłości?!”, dodałam jeszcze ciszej.
Jedynie roześmiał się głośno, z czułością klepiąc mnie po jednym z koczków. Przez twarz Sonoko przebiegło prawdziwe niedowierzanie.
„Wiesz Seiya… Myślałam, że masz lepszy gust”, powiedziała wyraźnie zawiedziona.
„O gustach się nie dyskutuje”, odpowiedział jej z szerokim uśmiechem, wciąż uparcie trwając u mojego boku.
Sonoko z gracją i dumnie podniesioną głową odwróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie. Jej wierna świta podreptała za nią, a pozostali uczniowie ustępowali jej drogi, gdy szła przez salę.
„Nasze uczucie nie zna granic, prawda Króliczku?”, powiedział na tyle głośno, by usłyszała go co najmniej połowa stołówki.
„Seiya, opanuj się… Nie rób cyrku…”, warknęłam.
Czułam, że cała moja twarz płonie z zażenowania.
Z jednej strony byłam mu wdzięczna za to, że stanął po mojej stronie. Ale z drugiej… Taktyka działania, jaką sobie obrał (bo za to wzięłam jego słowa), była chyba najgorszą z możliwych. Co on sobie wyobrażał, stawiając mnie w takiej sytuacji? Po co te insynuacje, że jesteśmy razem? Zresztą jakie insynuacje? On powiedział to tak, jakbyśmy rzeczywiście byli razem! A to nieprawda. Nawet nic nas nie łączyło, no może poza koleżeńską sympatią. Nie chciałam, żeby w szkole plotkowano na mój temat.
„No co?”, uśmiechnął się głupkowato, a ja pacnęłam go w ramię.
Zadzwonił dzwonek i uczniowie powoli zaczęli się rozchodzić, przedstawienie dobiegło końca.
„Staraj się, Kou, staraj…”, dobiegł mnie śmiech kilku chłopaków, z którymi Seiya się kolegował.
Jeden, przechodząc obok, klepnął go w ramię.
O co im chodziło? Spojrzałam na Seiyę pytająco, ale w odpowiedzi jedynie machnął lekceważąco dłonią. Niby nic wielkiego, ale jakoś nie dawało mi to spokoju… Czemu niby miał się starać? Było coś, o czym nie wiedziałam?
Po lekcjach czekał na mnie pod tym samym drzewem, pod którym zaproponował mi pierwsze spotkanie. Zerknęłam na niego w przelocie, ale nie zatrzymałam się. Uniósł brwi ze zdziwienia, oderwał się od pnia i szybko zrównał swój krok z moim. Chwilę szliśmy w milczeniu.
„Króliczku, wszystko w porządku?”, zapytał z wyraźną troską w głosie.
„Tak”, burknęłam.
Nie miałam ochoty na rozmowę, zwłaszcza z nim. Ten dzień już i tak dał mi nieźle się we znaki. Miałam dość słownych przepychanek, odpierania zarzutów, tłumaczeń. Miałam dość wszystkiego. Jedyne, co teraz mogło mi pomóc, to zakopanie się pod miękkim kocem z kubkiem gorącej czekolady w dłoni.
„Króliczku…”, złapał mnie za ramiona, tym samym zmuszając mnie do zatrzymania się i stając ze mną twarzą w twarz.
„Zostaw mnie”, próbowałam się wyrwać, ale nie pozwolił mi na to.
„Co jest?”, dopytywał, badawczo lustrując mnie wzrokiem.
W jego oczach dostrzegłam prawdziwe zainteresowanie. Ale mimo to i tak byłam na niego zła. Za dzisiejszy dzień. Za te nieprzyjemności, które mnie spotkały. Za atak ze strony Sonoko i jej świty przybocznej. Bo to wszystko było z jego powodu. Wszystko przez niego!
Znów próbowałam wyswobodzić się z jego uścisku i tym razem mi pozwolił.
„Nazwała mnie wredną, głupią, bezwartościową małpą! Myślisz, że to przyjemne?”, uniosłam głowę, spoglądając butnie w jego ciemne oczy.
Moje zapewne ciskały iskry.
„I to przez ciebie!”, dodałam z naciskiem.
Milczał.
„Po co w ogóle wygadujesz te głupoty przy innych?! Czemu zachowujesz się, jakby nas coś łączyło, skoro tak nie jest?! Myślisz, że fajnie jest stać się kozłem ofiarnym dla tych dziewczyn? Myślisz, że tak łatwo mi odpuszczą?”, wyrzucałam z siebie niemal jednym tchem. „Zresztą, co ty możesz wiedzieć? Rzeczywiście pasujesz lepiej do tej gwiazdy niż do takiej nijakiej dziewczyny jak ja… To twoja liga. Jesteś taki sam, jak ona!”
Ostatnie słowa wyplułam z gniewem, odwróciłam się na pięcie i szybko ruszyłam przed siebie. Pod powiekami poczułam piekące łzy złości i bezsilności.
„Króliczku, nie możesz tak o sobie mówić… Nie możesz tak o sobie myśleć…”, dobiegł mnie jego poważny, głęboki głos.
Zatrzymałam się i zacisnęłam dłonie w pięści, próbując opanować buzujące we mnie emocje.
„Mogę robić, co chcę”, wysyczałam, nawet się do niego nie odwracając. „Tobie nic do tego. Zostaw mnie w spokoju. Przez ciebie mam tylko same problemy.”
Nie wiem, czy wciąż tam stał, czy zawrócił i odszedł. Nie obchodziło mnie to. W tym momencie miałam go faktycznie dosyć. Odkąd pojawił się w moim życiu, czułam się jak na jakimś rollercoasterze. Raz niemal bujałam z głową w chmurach, czując się lekko i błogo… Żeby zaraz niespodziewanie spaść z łoskotem na ziemię, mocno przy tym dostając po tyłku. Czy to wszystko było tego warte? Czy znajomość z nim była warta takiej ceny?
I to wszystko bolało jeszcze mocniej, bo tak naprawdę lubiłam go coraz bardziej, choć ciężko było mi to przyznać nawet przed samą sobą.

środa, 20 grudnia 2017

~ 8 ~

9 listopada, wtorek

Staram się o nim nie myśleć, co niestety przychodzi mi z trudem. Rano, jedząc śniadanie, przyłapałam się na tym, że wspominam to „nasze śniadanie”. Jestem głupia, wiem… Przecież nie ma czegoś takiego jak MY. Jesteśmy JA i ON, osobno. Czy chciałabym, żeby było inaczej? Zastanawiałam się nad tym ostatnio i… sama nie wiem… Wydaje mi się, że nie pasujemy do siebie, że jesteśmy jakby z dwóch różnych światów, które nijak się ze sobą nie łączą. Co ja bym z nim robiła?
Ale z drugiej strony… wydawało mi się, że tak dobrze się dogadywaliśmy, połączyła nas jakaś nić porozumienia. I nawet to jego przekomarzanie się ze mną przestało mi przeszkadzać. Mógłby być moim dobrym kolegą, albo nawet przyjacielem…
Wydawało mi się, że on myśli podobnie, przynajmniej tak to odczytałam z jego zachowania. Tylko gdyby on faktycznie tego chciał, to czy nagle zacząłby mnie unikać? Sprawia wrażenie, jakbyśmy się w ogóle nie znali… Więc co to wszystko znaczyło? Czemu próbował zwrócić na siebie moją uwagę, skoro nagle już mu na tym nie zależy? A może o to właśnie chodziło? Udowodnił sobie, że jest w stanie wzbudzić zainteresowanie każdej dziewczyny i na tym koniec?
A może wcale nie o to chodzi. Może po prostu jest zajęty? Może ma dużo spraw na głowie?
Czemu ja się w ogóle tym przejmuję?! Moja intuicja od początku podpowiadała mi, że jest nadętym i zapatrzonym w siebie typem, to pewnie tak jest. Niech sobie nie myśli, że będę się za nim uganiała! Chyba musiałabym na głowę upaść! Było miło, ale się skończyło i idziemy dalej, każde w swoją stronę. Jakoś do tej pory funkcjonowałam bez niego i było mi dobrze, więc do niczego nie jest mi potrzebny. Niech sobie tam bryluje na szkolnych korytarzach, niech dziewczyny wlepiają w niego maślane oczy, mnie już nic do tego. Wracam do swojego spokojnego życia.

******

11 listopada, czwartek

Wyczułam jego obecność zanim zdążył się odezwać. Czy to normalne? Przecież wyrzuciłam go ze swojej głowy. A przynajmniej się starałam… Który to już raz?
„Króliczku!”, usłyszałam jak mnie woła.
Wychodziłyśmy właśnie z Naru ze szkoły i postanowiłam udawać, że go nie słyszę. Przyspieszyłam, ciągnąc przyjaciółkę za rękaw. Kątem oka zobaczyłam, jak posyła mi zaciekawione spojrzenie, ale nic nie powiedziała.
„Króliczku”, poczułam, jak łapie mnie za rękę.
Przystanęłam i odetchnęłam głęboko. Może i cieszyłam się z jego obecności, ale z drugiej strony nie miałam zamiaru tego okazywać. Wręcz przeciwnie, chciałam żeby nasze stosunki wyglądały tak jak wtedy, kiedy go jeszcze nie lubiłam. To trudne, ale tak sobie postanowiłam.
Odwróciłam się powoli. Górował nade mną wzrostem, więc musiałam zadrzeć głowę, by móc spojrzeć w jego ciemne oczy. Uśmiechnął się szeroko, zawadiacko. Jakby naprawdę cieszył się, że mnie widzi.
„Mam na imię Usagi, już ci to kiedyś mówiłam”, powiedziałam beznamiętnie.
Nic nie odpowiedział, choć na jego twarzy malowało się szczere zdziwienie. Uśmiech powoli zniknął z jego ust.
Zreflektowałam się, że wciąż trzyma moją dłoń. Delikatnie, choć zdecydowanie odsunęłam się, poprawiając płaszcz, byle tylko zająć czymś ręce i skupić wzrok na czymś innym. Jakoś nie mogłam znieść jego przeszywającego spojrzenia.
„Ale…”, chciał coś powiedzieć, jednak chyba się rozmyślił.
I dobrze. Nie chciałam żadnych rozmów z nim. Nie potrzebowałam ich, tak samo jak żadnych wyjaśnień.
Zerknęłam na niego przelotnie, przestępując z nogi na nogę. Chciałam się uśmiechnąć, ale nie potrafiłam. Moja twarz pozostała bez wyrazu. Gdzieś tam głęboko we mnie zagnieździło się rozgoryczenie. Przywdziałam maskę obojętności, gdy tymczasem w głowie szalało mi tysiące myśli i emocji.
Spoglądał na mnie… ze smutkiem? Nie do końca byłam w stanie zinterpretować jego spojrzenia. Nie mogłam tak dłużej stać w milczeniu, walcząc ze sobą. Bo czułam, że jeszcze chwila i przegram.
„Spieszymy się”, szepnęłam.
W sumie to nawet nie wiem, czy mnie usłyszał.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku szkolnej bramy. Z każdym krokiem czułam, że robi mi się ciężej na duszy, ale nie spojrzałam za siebie. Nie wiem, czy nadal stał tam na schodach, czy może poszedł w swoją stronę. Zresztą czy to ważne? Byłam na niego zła, miałam do niego żal i tylko tego się trzymałam. Reszta nie miała znaczenia. Nie chciałam, żeby mi się tłumaczył, albo tym bardziej zachowywał się, jak gdyby nigdy nic.
W milczeniu dotarłyśmy do przecznicy, gdzie rozstawałyśmy się z Naru i każda udawała się do swojego domu już sama.
„Dobrze zrobiłaś”, powiedziała Naru.
Wzruszyłam ramionami. Nie miałam ochoty rozmawiać na ten temat.
„To nie chłopak dla ciebie”, dodała.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. Czemu to powiedziała? Czemu od początku patrzyła nieprzychylnie na tą znajomość?
„Skąd możesz to wiedzieć?!”, odpowiedziałam jej z wyrzutem. „Przecież go nie znasz!”
„A ty go znasz?”, odbiła piłeczkę.
„Na pewno lepiej niż ty”, prychnęłam.
Zacisnęłam dłonie w pięści, bo poczułam, że pod powiekami pojawiają mi się niechciane łzy. Co to, to nie. Nie będę przez niego płakała! Nie jest tego wart. Przymknęłam oczy, starając się opanować emocje.
„Usagi… Nie kłóćmy się…”, w głosie Naru wyczułam skruchę.
„Przepraszam”, uśmiechnęłam się niepewnie. „Sama nie wiem, co się ze mną dzieje.”
Przytuliła mnie mocno, a ja od razu poczułam się lżej na sercu. Przecież to moja przyjaciółka, ona zawsze chce dla mnie jak najlepiej, nigdy nie powinnam w to wątpić. Pewnie boi się, że Kou mógłby mnie skrzywdzić. Przez niego już zachowuję się inaczej. Widzę wroga w najbliższej mi osobie. A to nie w niej powinnam widzieć zagrożenie. To nie ona mąci mi w głowie.
„Przepraszam”, powtórzyłam.
Naru palcami rozciągnęła moje usta, zmuszając mnie do uśmiechu, jednocześnie zabawnie marszcząc przy tym nos. Mimowolnie się roześmiałam, szczerze i głośno. W jej oczach dostrzegłam radość.
„Takiej Usagi mi brakowało. Wesołej, uśmiechniętej i beztroskiej. Już się bałam, że porwali cię kosmici i zrobili ci pranie mózgu”, szepnęła, rozglądając się wokół z udawaną trwogą.
Ponownie się roześmiałam, odganiając od siebie smutek i złe myśli. Żaden chłopak nie stanie na drodze naszej przyjaźni. Żaden nie jest wart tego, byśmy kłóciły się z jego powodu. Nawet Seiya Kou. Zwłaszcza Seiya Kou!
„Miłego popołudnia!”, pomachała mi, skręcając w swoją przecznicę.
„Pa, Naru!”, odmachałam jej i dziarskim krokiem ruszyłam do domu.
Od razu zaczęłam widzieć wszystko w jaśniejszych barwach i tego zamierzam się trzymać. Przecz ze smutkiem. Precz z głupimi myślami. Precz z chłopakami!

******

13 listopada, sobota

Pojechaliśmy dziś z rodzicami na lokalny posterunek policji. Wszyscy mieszkańcy naszej dzielnicy zostali wezwani, by złożyć zeznania w sprawie ostatnich włamań. Podobno pojawiły się nowe poszlaki i chciano doprecyzować pewne kwestie. Nie wiem, po co akurat ja byłam tam potrzebna, ale tato uparł się, że skoro wszyscy to wszyscy. Miał wpojone silne poczucie obywatelskiego obowiązku i szacunku wobec władzy, jakiejkolwiek. A z nim nie dyskutuje się w takich sprawach, więc chcąc nie chcąc siedziałam na korytarzu, czekając na naszą kolej i nudząc się przy tym niemiłosiernie. Byliśmy tutaj już chyba z godzinę i coraz bardziej żałowałam, że nie wzięłam chociażby jakiejś mangi do poczytania, bo może wtedy czas by mi się tak nie dłużył.
„Pójdę się czegoś napić”, mruknęłam, podnosząc się z niewygodnego plastikowego krzesła.
Czułam, że muszę rozprostować kości, bo inaczej zaraz tu oszaleję.
„Tylko nie odchodź za daleko”, tata nie omieszkał zwrócić mi uwagi.
Przewróciłam oczami, na szczęście tego nie zauważył, bo szybko powrócił do rozmowy z sąsiadami.
Ruszyłam w poszukiwaniu automatu z napojami. Skręciłam w jeden korytarz, drugi, aż w końcu znalazłam to, czego szukałam. Z lubością otworzyłam butelkę z mrożoną zieloną herbatą i upiłam z niej spory łyk. Westchnęłam zadowolona.
„Lepiej?”, usłyszałam szept tuż przy swoim uchu.
Podskoczyłam zaskoczona, ale też i nieco przestraszona, omal nie upuszczając butelki. Odwróciłam się i zobaczyłam wpatrzone we mnie granatowe tęczówki, w których błyszczały wesołe iskry. Najwidoczniej ich właściciel dobrze się bawił.
„Jesteś strasznie płochliwa, Króliczku”, dodał, wciąż nachylając się nade mną.
Chyba był ostatnią osobą, którą spodziewałam się tutaj zastać. Właściwie, to co on tutaj robił? Przecież nie mieszkał w mojej dzielnicy. A może mieszkał? Bo co innego mógłby tutaj robić? Chyba jednak faktycznie nie wiedziałam o nim tak wiele, jak mi się jeszcze do niedawna wydawało.
Dopiero, kiedy odsunął się nieco ode mnie zauważyłam, że ma na sobie policyjny mundur. I co gorsza, że wygląda w nim świetnie. Zamurowało mnie jeszcze bardziej. Odruchowo poprawiłam włosy, ganiąc się w myślach za to, że nie przyłożyłam większej uwagi do tego, w co się rano ubrałam.
„Ty… Co ty tu robisz?”, udało mi się jakoś pokonać zdziwienie.
Wyprostował się, dumnie wypinając klatkę piersiową, na której przypięty miał identyfikator.
„Pomagam w wolnych chwilach”.
„Jeszcze by ktoś pomyślał, że z ciebie taki społecznik”, skrzyżowałam ręce na piersiach i zerknęłam na niego z powątpiewaniem.
Roześmiał się.
„Są też z tego dodatkowe punkty do szkolnych ocen”, przyznał.
„Tak myślałam, że musi być drugie dno”, pokiwałam głową, co znów wywołało u niego wesołość.
„A ty? Masz coś do ukrycia?”, spytał.
„Ja?”, nie zrozumiałam o co mu chodzi.
„Przeskrobałaś coś?”, wskazał na mnie, a potem zatoczył ręką krąg, mając zapewne na myśli budynek posterunku.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie miałam zamiaru mu tłumaczyć, co tu robię. Zresztą pewnie i tak wiedział, skoro tutaj pomagał.
„Każdy z nas ma taką sferę życia, której szczegóły zachowuje tylko dla siebie”, odparłam zamiast tego. „To prędzej ty nie mówisz wszystkiego”, dodałam.
Podrapał się w głowę, na moment spuszczając ze mnie oczy. Jednak już po chwili jego wzrok znów przewiercał mnie niemal na wylot.
„Masz rację. Jest pewna rzecz, o której ci nie powiedziałem, chociaż powinienem. Jest coś, co się zmieniło, ale…”, powiedział poważnie, po czym na moment się zawahał. „Ale to nie czas ani pora na to… Raczej przyznaj się, dlaczego mnie unikasz?”
„Ja unikam ciebie? A to dobre!”, prychnęłam. „Chyba na odwrót.”
„Oj Króliczku, Króliczku…”, pokręcił głową z rozbawieniem. „Czyżbyś już zdążyła zapomnieć, że ja tak łatwo nie odpuszczam… jeśli mi na czymś zależy.”
Ściszył głos niemal do szeptu, mocniej akcentując ostatnie słowa, przez co jego wyznanie wydało się bardziej poufałe. Mimowolnie na moje policzki wypłynął rumieniec.
„Niby dlaczego miałoby ci zależeć?”, spytałam, zanim głębiej zastanowiłam się nad tym, co powiedziałam.
Ale prawda była taka, że naprawdę chciałam to wiedzieć. Dlaczego TAKIEMU chłopakowi zależało na lepszym poznaniu takiej dziewczyny jak ja – zwyczajnej, spokojnej, żeby nie powiedzieć, że wręcz nijakiej. Bo w porównaniu z jego barwną postacią, masą talentów i zainteresowań, ja naprawdę miałam niewiele do zaoferowania.
„Naprawdę chcesz wiedzieć?”, pochylił się nade mną tak, że nasze nosy prawie się stykały.
Kiedy to mówił, jego ciepły oddech delikatnie muskał moją twarz. Z tak bliska jego oczy wydawały się jeszcze bardziej intrygujące.
„Chcę.”
Nieświadomie wstrzymałam oddech, czekając na jego odpowiedź.
„Jest w tobie to coś… Ten blask, który mnie do ciebie przyciąga…”, wyznał.
Zamarłam, po czym głośno się roześmiałam, jednocześnie odsuwając się od niego na nieco bardziej kulturalną odległość.
„Niezły z ciebie bajerant”, powiedziałam na pozór lekko, ale mimo to spłonęłam rumieńcem.
Wsunął ręce do kieszeni, bacznie lustrując mnie od stóp po koniuszki moich koczków.
„Usagi! Mówiłem, żebyś daleko nie odchodziła”, karcący głos mojego taty dobiegł z drugiego końca korytarza. „Zaraz nasza kolej.”
Nie teraz! Nie teraz! Tylko nie teraz! Dlaczego to zawsze musi się dziać w nieodpowiednim momencie?!
„Dzień dobry”, skłonił się Seiya.
„Dzień dobry. Mam nadzieję, że moja córka nie zrobiła czegoś niemądrego. Czasami zachowuje się nad wyraz dziecinnie”, ojciec spojrzał na mnie, jakbym faktycznie była małą dziewczynką.
„Tato…”, syknęłam.
Kto jak kto, ale rodzice to chyba najlepiej potrafią narobić wstydu.
„Ależ skąd”, Seiya szybko zaprzeczył. „Poza tym znamy się ze szkoły.”
„Tak?”, zdziwił się mój tato.
„Tato, to mój kolega Seiya Kou”, przedstawiłam go.
Podali sobie ręce.
„Seiya pomaga tutaj… jako wolontariusz”, wyjaśniłam.
„To się chwali, młody człowieku. Usagi, powinnaś wziąć przykład z kolegi.”
Seiya wyszczerzył zęby w uśmiechu, a ja prychnęłam w odpowiedzi.
„A teraz proszę wybaczyć, ale się spieszymy. Chodź, Usagi.”
„Oczywiście. Miło było pana poznać”, Seiya ponownie się skłonił, a mnie puścił porozumiewawcze oczko.
Po kilku krokach obejrzałam się przez ramię. Stał wciąż w tym samym miejscu, z rękami głęboko wciśniętymi w kieszenie spodni. Wydawał się być zamyślony.
Kiedy skręciłam za róg, uwalniając się spod aury Kou, poczułam, jak ściska mnie w żołądku. To musiało trwać podczas całej rozmowy, a ja z przejęcia nawet nie byłam tego świadoma. Jego obecność wciąż na mnie działała, z jego powodu wciąż miałam mętlik w głowie. I choć usilnie starałam się wyrzucić go z mojego życia, to musiałam przyznać, że chyba zagościł w nim już na dobre. Czy tego chciałam czy nie. I jedyne co mogłam zrobić, to przejść z tym do porządku dziennego. Bo czym mocniej starałam się o nim zapomnieć, tym bardziej nieznośna stawałam się dla otoczenia. Jakby to on powodował, że wokół mnie panuje spokój i harmonia. Dziwne to wszystko… I takie nowe…
Choć po złożeniu zeznań szukałam pretekstu, żeby jeszcze chwilę zostać na posterunku i być może gdzieś zobaczyć Seiyę, choćby przelotem, to jednak mi się to nie udało. Pewnie musiał wracać do swoich obowiązków.
Kubek, z którego pił kawę znów stoi na moim biurku. Wpatruję się w to niepozorne ceramiczne naczynie, koncentrując na nim całą swoją uwagę, jakbym tym mogła przywołać jego postać. W moich myślach wciąż słychać echo jego słów, które nie dają mi spokoju: „…Jest pewna rzecz, o której ci nie powiedziałem… coś, co się zmieniło…” O co mogło mu chodzić? Co chciał mi powiedzieć? Teraz będę się zadręczać, a ta niepewność będzie mnie dobijać. Mogę snuć różne domysły… ale to i tak będą tylko przypuszczenia. Czy jest coś, co mogłabym zrobić, by znów spotkać się z nim sam na sam? Czy może wtedy dokończyłby to, co zaczął?
„…Jest w tobie to coś… blask, który mnie do ciebie przyciąga…”
Jęknęłam. Czy on mówił serio? Przyjrzałam się uważnie swojemu odbiciu w lustrze, przeanalizowałam dogłębnie swój wygląd… Oczy, nos, usta, cała twarz… Czy rzeczywiście było we mnie coś wyjątkowego? Bo ja się naprawdę tak nie postrzegałam.
Oj Seiya, Seiya… Albo faktycznie niezły z ciebie bajkopisarz, albo dostrzegłeś we mnie coś, czego nikt inny, nawet ja sama dotąd nie widziałam… Tylko co z tym wszystkim zrobić?

czwartek, 30 listopada 2017

~ 7 ~

2 listopada, wtorek

Przeszywający ciszę dźwięk budzika obudził mnie dokładnie za kwadrans siódma. Westchnęłam ciężko, wygrzebując się powoli z ciepłej pościeli. Ziewnęłam głośno i przeciągnęłam się mocno, siadając na łóżku. Byłam półprzytomna i nie miałam ochoty opuszczać miękkiego posłania, ale gdzieś w najdalszych zakamarkach umysłu kołatała mi się myśl, że trzeba iść do szkoły. Niestety…
Przetarłam oczy, odganiając z nich resztki snu. Opuściłam bose stopy na puszysty dywan, prawie po omacku szukając kapci, gdy nagle wróciły do mnie wspomnienia z wczorajszego wieczoru.
Seiya! Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Na dole jest Seiya! Serce od razu zaczęło walić mi jak szalone. Dokładnie w tym momencie usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
„O nie…”, jęknęłam, rozglądając się w panice.
Przecież muszę wyglądać strasznie. Włosy w nieładzie, zaspana twarz... Błyskawicznie przygładziłam dłońmi niesforne pasma, wygładziłam pomiętą piżamę. Na więcej nie było już czasu.
„Króliczku…?”, ponowne pukanie do drzwi.
Najchętniej schowałabym się z powrotem pod kołdrę i udawała, że śpię, ale taka ucieczka nie była możliwa. Pewnie i tak już usłyszał ruch w pokoju.
Z przerażeniem zobaczyłam, jak klamka powoli się porusza. Czy on miał zamiar tu wejść? Jednym susem znalazłam się przy drzwiach i szarpnęłam je mocniej niż miałam zamiar. Po drugiej stronie zobaczyłam jego zaskoczoną twarz.
„O! Jednak już nie śpisz”, wyszczerzył zęby w uśmiechu.
„Właśnie wstałam”, wymamrotałam, w duchu modląc się, żebym faktycznie nie wyglądała aż tak źle.
Jego wzrok prześliznął się po mojej sylwetce, zatrzymując się w końcu na kapciach.
„No wypisz wymaluj Króliczek”, jego uśmiech stał się jeszcze szerszy, a w oczach pojawiły się wesołe iskierki.
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Poczułam, jak na moje policzki wypływa rumieniec.
„Wyglądasz uroczo o poranku”, powiedział z szelmowskim uśmiechem.
Nie wiem, co go tak śmieszyło. W każdym razie ja czułam się coraz bardziej skrępowana.
Wyminęłam go bez słowa i jak burza przemknęłam po schodach, byle jak najprędzej schować się w łazience.
„Króliczku?”, usłyszałam jeszcze jego zdziwiony głos.
Zatrzasnęłam drzwi i oparłam dłonie o chłodną powierzchnię umywalki. Zerknęłam w lustro, bojąc się tego, co mogę w nim zobaczyć. Ale o dziwo nie wyglądałam najgorzej. Fakt, włosy miałam nieco zmierzwione, ale twarz wyglądała świeżo, zwłaszcza z tymi zaróżowionymi policzkami. Ciepła piżama w króliczki może i była nieco dziecinna, ale też była moją ulubioną. Poza tym byłam u siebie i mogłam chodzić w czym tylko mi się podobało, a jemu w sumie nic do tego. To dlaczego wciąż czułam się głupio z powodu mojego zachowania?
„Idiotka!”, prychnęłam do swojego odbicia. „Uciekałaś jak jakaś wariatka. Co on sobie pomyślał?”
Ochlapałam twarz zimną wodą, energicznie umyłam zęby. Wyszczotkowałam porządnie włosy, aż pasma ponownie zaczęły błyszczeć i upięłam je w stylu odango. Od razu poczułam się pewniej. Teraz jeszcze musiałam wrócić z powrotem na górę i się przebrać.
Cichutko uchyliłam drzwi i zerknęłam w górę schodów. Czysto. Ruszyłam na poddasze, mając nadzieję, że nie zastanę go w moim pokoju. Na szczęście był pusty. Szybko przebrałam się w szkolny mundurek i zeszłam na dół, w poszukiwaniu Seiyi.
Zastałam go w kuchni. Smażącego naleśniki! To był miły widok, na który mimowolnie się uśmiechnęłam. Odwrócił się, gdy tylko weszłam do pomieszczenia.
„Jesteś już”, powiedział, jakby nigdy nic. „W samą porę. Śniadanie prawie gotowe.”
Postawił na stole górę naleśników, dwa talerzyki i sztućce. Do kubków nalał kawy.
„Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, że trochę się tu porządziłem”, wskazał głową na lodówkę.
„Wręcz przeciwnie”, usiadłam za stołem.
Byłam przerażająco głodna, a moje oczy aż zaświeciły się na widok takiego śniadania. W tym momencie z mojego brzucha dało się słyszeć głośnie burczenie. Seiya roześmiał się serdecznie, a ja znów zrobiłam się cała czerwona.
„To smacznego”, upił łyk kawy i wepchnął sobie do ust niemal połowę porcji.
Westchnął, widocznie zadowolony i zaczął przeżuwać. Obserwowałam go z przyjemnością i w końcu poszłam za jego przykładem.
„Przepyszne”, wymamrotałam, przełykając pierwszy kęs.
Naleśniki były puszyste i niemal same rozpływały się w ustach.
„Prawda?”, przyznał nieskromnie.
Do jego idealnego obrazu można było dodać kolejny atut: potrafił gotować.
„Seiya Kou – człowiek wielu talentów”, powiedziałam z lekkim uśmiechem, ale też z podziwem.
„Pewnie się nie spodziewałaś, co?”, zerknął na mnie znad kubka. „Jeszcze nie raz cię zaskoczę. Zobaczysz.”
„No nie wiem…”, wzruszyłam ramionami, trochę się z nim drocząc.
„Gwarantuję ci”, mruknął z błyskiem w oku.
Udałam, że skupiam się na jedzeniu, bo czułam, że robi mi się gorąco.
Nie wiem, co było przyjemniejsze, wieczór czy poranek z nim. Mogłabym tak siedzieć i zajadać te naleśniki w nieskończoność.
„A kawa?”, spytał po pewnym czasie, widząc, że nie tknęłam napoju.
„Nie piję kawy”, powiedziałam przepraszającym tonem. „Wolę herbatę.”
„Nie pijesz kawy?”, wydawał się wyjątkowo zdziwiony tym faktem. „Serio?”
Pokiwałam głową na znak potwierdzenia. Czy to aż takie niespotykane, że ktoś nie pije kawy? Zwłaszcza w moim wieku?
„A próbowałaś kiedyś?”, ciągnął temat.
Tym razem pokręciłam przecząco głową.
„A chcesz spróbować?”, uśmiechnął się tajemniczo.
W tym uśmiechu kryła się jakaś niema obietnica, która niezwykle mnie pociągała.
„Sama nie wiem…”, wahałam się.
„Nie bój się… Będę przy tobie w trakcie tego pierwszego razu…”, powiedział cicho. „Jestem w tym naprawdę dobry…”
„W czym?”, bąknęłam, oblewając się rumieńcem.
Czy tylko tak mi się wydawało, czy ta rozmowa o kawie miała jakieś drugie dno?
„W robieniu kawy oczywiście! A myślałaś, że o czym mówię?” teraz to wyraźnie się ze mną droczył.
„O niczym!”, odpowiedziałam szybko, byle tylko jakoś ukryć skrępowanie.
Co też roiło się w tej mojej głowie?!
„To jak? Podasz mi rękę i przejdziemy przez to razem?”, wyciągnął swoją dłoń nad stołem i sugestywnie spojrzał na kubek czarnego aromatycznego napoju.
A ja już miałam pewność, że nawet gdybym bardzo chciała, to w tym właśnie momencie nie przełknęłabym nawet maleńkiego łyczka. Nie teraz, gdy on tak na mnie patrzył.
„Może innym razem”, poruszyłam się niespokojnie na krześle.
Nagle kuchnia wydała mi się o wiele za mała dla naszej dwójki.
„Ale obiecasz, że poczekasz z tym na mnie?”, nie dawał za wygraną.
„Przestań!”, nie wytrzymałam.
Czy on zwariował, czy to mój chory umysł inaczej interpretował jego słowa? I przecież ja jeszcze nigdy nie myślałam o „tych sprawach”! Co się ze mną działo?!
„Nie chciałem cię zdenerwować, tak tylko się droczyłem”, powiedział z wyraźną skruchą w głosie.
Spojrzał znacząco na duży zegar wiszący na ścianie, jednym łykiem dopił kawę i podniósł się z krzesła.
„Chyba powoli będziemy musieli się zbierać…”, dodał z wyraźnym ociąganiem.
Czyżby i jemu żal było wracać do rzeczywistości, czy tylko ja czułam dziwną pustkę na samą myśl, że jeszcze chwila, a Seiya opuści mój dom i pewnie nieprędko, o ile w ogóle, znów się w nim pojawi. Mimo tej nieco niekomfortowej atmosfery, jaka mnie przed chwilą ogarnęła, i tak zrobiło mi się smutno.
„Taaaa…”, westchnęłam i wstałam z zamiarem posprzątania po śniadaniu.
Szybko pozmywałam naczynia i odstawiłam je na suszarkę. Przyłapałam się na tym, że z jakimś dziwnym sentymentem spoglądam na kubek, z którego pił. Czułam, że od dziś będzie on moim ulubionym.
„Króliczku?”, usłyszałam jego głos dobiegający z salonu.
Delikatnie odstawiłam kubek.
„Tak?”, zapytałam, przechodząc do salonu.
„Mógłbym skorzystać z łazienki? I z żelazka?”, wskazał na swój wymięty mundurek, który właśnie wyjął z plecaka.
 „Łazienka jest na piętrze. Czyste ręczniki są w szafce po lewej”.
Podeszłam do niego, wyjmując mu ubranie z rąk.
„A w ramach podziękowania za pyszne śniadanie, wyprasuję ci koszulę, ok?”, dodałam.
Seiya zniknął na górze, a ja z wyjątkową ostrożnością zaczęłam prasować jego ubranie. Jeszcze nigdy nie prasowałam męskich rzeczy, nie licząc oczywiście mojego taty. Ale to było coś innego. Czułam się dziwnie, a jednocześnie przychodziło mi to całkiem naturalnie. Żebym tylko niczego nie przypaliła, bo znając moje szczęście i takie coś mogłoby się zdarzyć.
„Jak stare dobre małżeństwo, co nie?”, podskoczyłam w miejscu, wyrwana z zamyślenia.
Spojrzałam zdezorientowana w jego kierunku. I zamarłam. Stał na przedostatnim stopniu schodów, jedynie z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. Mój wzrok mimowolnie skierował się na ten kawałek materiału, by zaraz potem spocząć nieco wyżej. Poczułam, jak zasycha mi w gardle, a całe moje ciało mocno się spina. Czerwona jak burak szybko odwróciłam głowę, starając się skupić na desce do prasowania. Ale i tak było już za późno. Obraz jego szczupłej i lekko umięśnionej klatki wyrył się w mojej pamięci. Każdy szczegół, każdy drgający mięsień…  Jeśli to w ogóle możliwe, to zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona.
Tymczasem Seiya wydawał się zupełnie nieskrępowany tym, że stoi przede mną prawie że nago.
„No wiesz… Jedno robi śniadanie, drugie prasuje…”, sprecyzował, podchodząc bliżej.
Roześmiałam się nieco sztucznie, trochę na ślepo wręczając mu jeszcze ciepłą koszulę. Wciąż unikałam patrzenia na niego. Jego bliskość działała na mnie onieśmielająco, zwłaszcza w takiej sytuacji. To było dla mnie zbyt… intymne.
„Szybko się ubiorę i wychodzimy, bo się spóźnimy”, powiedział.
Kwadrans później szliśmy już wolno w stronę majaczącej w oddali szkoły. Niewiele rozmawialiśmy, każde pogrążone we własnych myślach. Ja analizowałam to wszystko, co wydarzyło się od wczorajszego wieczoru. O czym on rozmyślał, nie miałam pojęcia. Zresztą, czy to ważne? Liczyło się dla mnie tylko to, że oto idę ramię w ramię z chłopakiem, którego zaledwie w ciągu kilku dni zdążyłam naprawdę polubić. Dawno nie miałam tak dobrego humoru z rana.
Zza rogu wyszła Naru. Zawsze spotykałyśmy się w tym miejscu i dalszą drogę do szkoły pokonywałyśmy wspólnie. Przystanęła zdziwiona, widząc mnie w towarzystwie Seiyi. On z kolei na widok mojej przyjaciółki zrobił niezbyt zadowoloną minę.
„Hej”, Naru przywitała się automatycznie.
„O! Cześć, Naru”, uśmiechnęłam się na jej widok.
„To ja już lecę. Na razie, Króliczku”, mruknął Kou.
Szybko zaczął się oddalać. Nie wiedziałam, co go tak nagle ugryzło.
„Seiya!”, zawołałam za nim.
Odwrócił się.
„Nie podziękowałam ci za wczoraj. Naprawdę czułam się bezpieczniej”, wyznałam.
„Nie ma za co. To była sama przyjemność”, mrugnął porozumiewawczo. „I polecam się na przyszłość.”
Pomachał mi i ruszył, zostawiając nas w tyle. Patrzyłam za nim jak odchodzi.
„Usagi…”, odezwała się Naru.
„Jeśli pytasz o wczoraj, to Seiya zachował się jak dżentelmen”, wyprzedziłam jej pytanie. „Wypiliśmy herbatę, pomógł mi z angielskim, potem zamówiliśmy pizzę i oglądaliśmy telewizję. To wszystko.”
Spojrzała na mnie wymownie, ale już nic nie powiedziała.
Czułam, że powinnam się jej wytłumaczyć, zwierzyć. Przecież ona wciąż nie wiedziała skąd ta moja nagła zmiana nastawienia do Kou. Tylko jakoś nie potrafiłam.
Szłyśmy w nienaturalnym milczeniu. Zazwyczaj trajkotałyśmy jak najęte, narzekając na to, jakie mamy dziś zajęcia, albo martwiąc się nadchodzącym sprawdzianem, czy po prostu trochę plotkując o wszystkim i o niczym. Tym razem droga dłużyła mi się niemiłosiernie.
„Wiesz, że w tym momencie nienawidzi cię z dziewięćdziesiąt procent dziewczyn z naszego liceum”, odezwała się nagle moja przyjaciółka.
„Dlaczego?”, zdziwiłam się.
„Bo on interesuje się akurat tobą, a nie którąś z nich?”, odpowiedziała pytaniem na moje pytanie.
Roześmiałam się.
„Naru, Seiya to tylko mój kolega.”
„Czyżby?”, spojrzała na mnie z ukosa.
„Oczywiście!”, tym razem roześmiałam się już mniej szczerze.
„Nawet nie wiem, jak to się stało, że tak niespodziewanie zapałałaś do niego sympatią. Co się wydarzyło, kiedy byłam chora? Bo z tego co kojarzę, to niemal siłą musiałam cię powstrzymywać, żebyś nie rzuciła się na niego z pięściami i niemal codziennie wysłuchiwałam twoich narzekań na to, jaki to z niego nadęty dupek”, w jej głosie słychać było, że jest trochę tym wszystkim urażona.
„Naru… Opowiem ci wszystko, obiecuję. Ale nie teraz. Dobrze?”
Doszłyśmy już pod szkolną bramę. Zewsząd zaczęli otaczać nas inni uczniowie, witałyśmy się z niektórymi z nich. Przyłapałam się na tym, że zastanawiam się, jakby to było wkroczyć do szkoły u boku Seiyi. Pewnie wywołałoby to niemałą sensację. Chciałam tego? Czy może wolałam utrzymać wszystko w tajemnicy? Z nikim nie dzielić się tym co zaszło? Może to i jednak lepiej, że to tak wyszło? Nie wiem, czy zniosłabym te wszystkie wścibskie spojrzenia. Ciekawe też czy, jak mówiła Naru, faktycznie stałabym się wrogiem numer jeden dla większości dziewczyn?
„Ok”, usłyszałam krótką odpowiedź przyjaciółki, która przywołała mnie do rzeczywistości.
Będę musiała z nią porozmawiać. I to jak najszybciej, bo naprawdę się na mnie obrazi. I to kolejny raz w tak niedługim odstępie czasu. Nie mogę na to pozwolić, bo Naru to najbliższa mi osoba. Nasza przyjaźń trwa już tyle lat, znamy się od dzieciństwa i nie wybaczyłabym sobie tego, gdyby ta więź została zniszczona z czyjegoś powodu.
Głupio mi się przyznać nawet przed sobą, ale na każdej przerwie między lekcjami mój wzrok nieświadomie przeczesywał szkolne korytarze, w poszukiwaniu jego czarnej czupryny. Jednak w ciągu tych kilku godzin ani raz nie dane mi było go zobaczyć. Ani raz nie usłyszałam nigdzie jego głosu czy śmiechu. Czułam się rozczarowana. Sama nie wiem, co sobie myślałam. Że nagle będzie spędzał ze mną każdą wolną chwilę? Że na najbliższej przerwie przybiegnie z tym swoim błyskiem w oku, już z daleka wołając do mnie „Króliczku”? Jakoś to wszystko nie dawało mi spokoju i z każdą mijającą lekcją stawałam się coraz bardziej rozdrażniona.
A może jednak się pomyliłam? Może on wcale nie był taki fajny, za jakiego zaczęłam go uważać? Albo wręcz przeciwnie… Za dużo sobie dopowiedziałam?
Za to jedno wiem na pewno. Zanim w moim życiu nie pojawił się Seiya Kou, było ono dużo spokojniejsze. Ale czy lepsze?
Kiedy zrobiłam się taka sentymentalna?

******

3 listopada, środa, późna noc

Nie cierpię tych nocy, gdy nie mogę spać. Kiedy mimo usilnych starań, tak bardzo oczekiwany sen nie nadchodzi. Czuję coraz bardziej ogarniające mnie zmęczenie, jednak umysł nie jest w stanie się wyciszyć i pozwolić na choć odrobinę odpoczynku. Przewracam się z boku na bok, próbując znaleźć jak najwygodniejszą pozycję, ale wciąż coś mi przeszkadza. Ciche tykanie zegara odmierzającego upływające sekundy zamiast uspokajać, coraz bardziej mnie irytuje.
Myśli niestrudzenie pędzą w mojej głowie, a ja nie nadążam za tą szaloną gonitwą. Wciąż od nowa rozpamiętuję jego słowa i gesty, analizuję jego zachowanie. I mimo, że wydaje mi się, iż rozłożyłam już wszystko na czynniki pierwsze, to nadal nic nie jest jaśniejsze.
Po szkole opowiedziałam o wszystkim Naru. Od momentu, kiedy przysiadł się do mnie w dniu, gdy jej nie było w szkole z powodu choroby. Poprzez sobotnie spotkanie, które zostało przerwane przez mojego tatę. Na wczorajszym wieczorze kończąc. I choć chciałam być z nią w stu procentach szczera, to jednak nie potrafiłam. Wiele odczuć czy męczących mnie pytań zachowałam dla siebie. Nie tak powinna postępować przyjaciółka, ale akurat w tym przypadku coś powstrzymywało mnie przed wyjawieniem jej najskrytszych myśli.
Wydaje mi się, że Naru nie jest zadowolona, że Seiya się koło mnie kręci. I to może dlatego nie umiem być z nią całkowicie szczera. Niby nie powiedziała tego wprost, ale dało się to wyczytać z jej spojrzenia. Nie pochwala naszych spotkań.
A może i ona wyczuła, że nie powiedziałam jej wszystkiego? Mam tylko nadzieję, że nie jest zazdrosna, bo przecież początkowo i ona była pod wpływem uroku Kou…
Ale nie tylko to nie daje mi zasnąć…

******

4 listopada, czwartek

Wciąż nic…
Nawet zwykłego „cześć” gdzieś w przelocie…
Jedynie jego sylwetka mignęła mi w przerwie na lunch, kiedy przechodził z kolegami przez stołówkę…
Rany, ależ ja jestem głupia! Co ja sobie umyśliłam w tej głowie? Może on po prostu już osiągnął swoje? Przecież mówił mi, że stanowię dla niego wyzwanie…
Powinnam dać sobie z nim spokój! Do niczego nie jest mi potrzebny!
Kubek, z którego pił kawę stoi na moim biurku, nie pozwalając zapomnieć…
Muszę odnieść go z powrotem do kuchni!

piątek, 10 listopada 2017

~ 6 ~

1 listopada, poniedziałek

Zaraz mi serce wyskoczy z piersi. Chyba oszalałam, że się na to zgodziłam! Seiya ma dziś do mnie przyjść! Przecież gdyby rodzice się o tym dowiedzieli, to, po pierwsze, dostaliby zawału serca (zwłaszcza tata), a po drugie, chyba zostałabym uziemiona do końca liceum. Nie poznaję samej siebie… Ja, spokojna dotąd dziewczyna, pozwalam na coś takiego! Ale co tam, raz się żyje!
Żeby zająć czymś ręce i umysł, wypucowałam calusieńki dom, a sprzątanie przecież nie należy do moich ulubionych obowiązków. Salon, kuchnia, łazienka i mój pokój dosłownie błyszczą. Padam ze zmęczenia, a jednocześnie jestem tak podekscytowana, że aż mnie skręca. Wszechobecny strach też mi w niczym nie pomaga.
A to wszystko przez Naru. A może dzięki niej? Sama nie wiem, ale już niedługo się okaże…
W szkole nie miałam okazji porozmawiać z Seiyą o sobotnich wydarzeniach. Do tej pory mi głupio, ale mam nadzieję, że zrozumie. Wszystko mu wyjaśnię, kiedy tylko się zjawi.
Nie udało mi się z nim pogadać, bo dzisiaj Naru po chorobie wróciła do szkoły. Jakoś tak dziwnie bym się czuła rozmawiając jak gdyby nigdy nic z Seiyą, bo ona przecież o niczym nie wie. Wstyd, ale nie zwierzyłam się najlepszej przyjaciółce z moich życiowych zawirowań. Nie chciałam jej zawracać głowy, bo przecież leżała w domu z gorączką, ale teraz będę musiała jej wszystko opowiedzieć. Nie wiem, jak zareaguje. Już i tak była w wystarczająco dużym szoku, gdy dziś podczas przerwy na lunch podszedł do nas Seiya i się przysiadł. Sama byłam lekko zaskoczona, choć było to miłe uczucie. Bo to znaczyło, że się na mnie nie obraził. Kamień spadł mi z serca i od razu poczułam się lżej.
Jadłyśmy z Naru nasze bento i opowiadałam jej właśnie o wyjeździe moich rodziców oraz o babci, która w sobotę rano bardzo źle się poczuła i została zabrana do szpitala. Moment, gdy się o tym dowiedziałam, pominęłam milczeniem. Na to jeszcze przyjdzie czas. I to właśnie w trakcie tej rozmowy przysiadł się Seiya.
„Nie boisz się, Króliczku?”, zapytał, jak to w jego stylu, bez większych wstępów.
„Czego?”, odpowiedziałam automatycznie.
Starałam się zachować poważną minę, choć na usta cisnął mi się szeroki uśmiech, a na samo wspomnienie soboty po moim ciele rozchodziło się przyjemne ciepło.
„Nie słyszałaś?”, znów ta jego tajemniczość.
„O czym?”, poruszyłam się niespokojnie na krześle.
„Usagi, czy ty w ogóle interesujesz się tym, co się dzieje wokół ciebie?”, Naru, po chwilowej konsternacji, przyłączyła się do rozmowy.
Seiya pokiwał głową na znak zgody z nią.
„O co wam chodzi?”, spojrzałam najpierw w oczy przyjaciółki, później w granatowe tęczówki Seiyi.
W mój umysł wkradł się niepokój, bo naprawdę nie miałam pojęcia, o czym oni mówią. I co gorsza, dlaczego są w tym zgodni.
„Naprawdę nie słyszałaś nic o tych włamaniach?”, dopytywała się Naru.
„Co?? Jakich włamaniach??”, mój początkowy niepokój przerodził się w prawdziwy strach.
Poczułam, jak po plecach spływa mi zimny pot. Czy oni robili sobie ze mnie żarty? Czy faktycznie coś niedobrego się działo? Usilnie próbowałam sobie przypomnieć, czy gdzieś słyszałam o włamywaczu, ale niestety, w głowie miałam pustkę. Zresztą ostatnio moje myśli zaprzątało coś zupełnie innego niż to, co dzieje się w mojej dzielnicy.
„Oj Króliczku, Króliczku… Ty chyba naprawdę bujasz gdzieś w obłokach”, zażartował Seiya.
Na moich policzkach natychmiast pojawił się rumieniec. Byłam przekonana, że on wie, że te „obłoki” to tak naprawdę jego osoba.
„W ciągu ostatnich dwóch tygodni w twojej dzielnicy doszło do trzech włamań. Złodzieje wybierali domy, w których w nocy nie było właścicieli”, rzeczowo poinformowała mnie przyjaciółka.
„COOOO???”, teraz to naprawdę się przeraziłam. „Ale przecież…”
Przecież moi rodzice wyjechali w niedzielę rano, by odwiedzić babcię i sprawdzić, jak się czuje! A ja, niczego nieświadoma, już jedną noc spędziłam SAMA W DOMU! Dlaczego mnie nie ostrzegli?! Dlaczego nic mi nie powiedzieli?! Przecież oni MUSIELI wiedzieć o tych grasujących w okolicy złodziejach! Jak oni mogli być tak nieodpowiedzialni i zostawić swoją jedyną, niczego nieświadomą córkę, na pastwę jakiś bandziorów?!
Rozejrzałam się w panice, jakby włamywacze czaili się gdzieś w szkolnej stołówce i obserwowali mnie z ukrycia.
„Pewnie rodzice nie chcieli cię martwić”, Naru jakby czytała w moich myślach.
„Nie chcieli mnie martwić?!”, krzyknęłam. „Przecież dziś też ich nie będzie. Wracają dopiero jutro popołudniu…”
Wizja samotnej nocy, gdy w mroku czai się niebezpieczeństwo, była dla mnie bardziej przerażająca niż wszystkie możliwe szkolne testy i sprawdziany, jakie do tej pory musiałam napisać. A dotąd tylko to spędzało mi sen z powiek. Ostatnio też pewien brunet, ale w tym momencie nawet o nim zapomniałam. To była błahostka w porównaniu z tym, co czekało mnie dzisiaj. Bo szykował mi się prawdziwy horror…
Na mojej twarzy musiało malować się prawdziwe przerażenie, bo oboje spojrzeli na mnie ze współczuciem. Moja przyjaciółka już otwierała usta, żeby coś powiedzieć…
„Będę twoim ochroniarzem”, zaproponował znienacka Seiya, wyprzedzając wypowiedź Naru.
Miałam ochotę rzucić mu się na szyję i go wyściskać. Może to głupie, ale od razu poczułam się bezpieczniej. Wymowne spojrzenie Naru natychmiast sprowadziło mnie na ziemię.
„Ale jak to?”, zreflektowałam się.
„Normalnie”, wzruszył ramionami. „Przyjdę do ciebie wieczorem, odrobimy lekcje, pooglądamy telewizję, zjemy coś…”
Nie dokończył, bo zabrzmiał dzwonek. Podnieśliśmy się z miejsc, by udać się do swoich klas.
„To co? Widzimy się później?”, pomachał nam i zniknął w bocznym korytarzu.
Przełknęłam głośno ślinę.
„Możesz mi to wytłumaczyć?”, zapytała Naru szeptem, gdy wchodziłyśmy do klasy.
„To długa historia…”, bąknęłam.
A teraz siedzę w domu i mimo, że do wieczora jeszcze daleko, jestem cała podenerwowana. Chyba już z pięć razy sprawdziłam, czy wszystkie okna i drzwi są zamknięte. Co chwilę odwracam się i spoglądam przez ramię. Przed wejściem do kuchni czy łazienki, stoję i nasłuchuję. Chyba popadam w jakąś paranoję… Ale ja przecież tak panicznie boję się tych włamywaczy… Co, jeśli faktycznie już obserwują nasz dom? Czy w razie czego Seiya mnie obroni?
Nie sądziłam, że to powiem, ale niech on już tu będzie…

******

1 listopada, poniedziałek, późna noc

Chyba powinnam być wdzięczna tym złodziejom grasującym w mojej dzielnicy. Ten wieczór był… aż nie wiem, jak go określić... Na pewno wyjątkowy i inny niż wszystko, co do tej pory przeżyłam. A Seiya, o ile to w ogóle możliwe, jeszcze bardziej zyskał w moich oczach. Jak to jest, żeby od takiej antypatii, jaką darzyłam go na początku, przejść do zupełnej zmiany nastawienia? Coś jest w tym powiedzeniu, żeby nie oceniać książki po okładce. A jak tak właśnie zrobiłam i moja opinia była naprawdę krzywdząca. Obiecuję sobie, że już nigdy, dopóki kogoś nie poznam, nie będę go oceniała przez pryzmat tego, jak wygląda albo się zachowuje. Wstyd mi.
Seiya zjawił się wcześniej niż zapowiadał, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. Oczywiście nie pokazałam tego po sobie, żeby nie wyszło, że jestem aż taka bojaźliwa. Chociaż on pewnie i tak wiedział swoje.
Punkt siedemnasta rozległ się dzwonek do drzwi, a ja pognałam na dół z prędkością huraganu. Za drzwiami stał „mój ochroniarz” ubrany w czarne jeansy i bluzę z kapturem, w ręce trzymał swoją skórzaną kurtkę, a przez ramię przewieszony miał plecak. Ależ on podoba mi się w takim wyluzowanym wydaniu, choć zawsze sądziłam, że w moim typie są bardziej eleganccy mężczyźni. Najwidoczniej chodzi o to, że ten styl jest jakby dla niego stworzony, nonszalancki i niezobowiązujący, z lekkim pazurem. Ale i tak jestem ciekawa, jak wyglądałby w garniturze… Aż mnie ciary przechodzą, kiedy próbuję to sobie wyobrazić.
„Seiya, jesteś!”, przywitałam go z większym entuzjazmem niż chciałam okazać.
Tylko co zrobić, kiedy ja naprawdę wyczekiwałam go niemal z nosem przyklejonym do szyby, jednocześnie lustrując okolicę, czy aby ktoś nie czai się w mroku rozciągającym się poza rozproszonym światłem latarni.
„Cześć, Króliczku. Mogę wejść?”, zerknął mi przez ramię.
„Oczywiście”, zreflektowałam się, że wciąż stoimy w drzwiach i wpuściłam go ośrodka.
Natychmiast też zaryglowałam drzwi na wszystkie możliwe zamki, jakie posiadaliśmy. Seiya, widząc to, jedynie uniósł brwi i uśmiechnął się pod nosem.
Stanęliśmy w przedpokoju, a ja nagle straciłam cały dotychczasowy animusz. Poczułam się nieswojo tak sam na sam z nim. Co innego to sobotnie spotkanie, choć też niby byliśmy wtedy tylko we dwoje, ale jednak otaczali nas inni ludzie. Tutaj byliśmy tylko on i ja. W mój umysł niespodziewanie wkradła się myśl, czy dobrze zrobiłam, zgadzając się, żeby przyszedł pod nieobecność rodziców. Chłopcy w tym wieku myślą tylko o jednym… Ale nie, niemożliwe. Seiya nie był taki. Na pewno miał czyste intencje i po prostu się martwił tym, że zostałam sama w domu. Tego powinnam się trzymać.
Cisza między nami coraz bardziej się przedłużała, co zaczynało być krępujące.
„Może…”, zaczął.
„Napijesz się czegoś?”, zapytałam w tym samym momencie.
Oboje roześmialiśmy się z lekką ulgą. Czyżby i on czuł się trochę nieswojo w tej sytuacji? Ten pewny siebie chłopak? Poczułam się pewniej.
„Może być herbata”, powiedział.
„Już się robi”, uśmiechnęłam się.
Zaprowadziłam go do mojego pokoju na poddaszu, a sama pobiegłam z powrotem na dół do kuchni, żeby zrobić dla nas herbatę. Chyba jeszcze nigdy woda nie gotowała się tak długo. Przestępowałam z nogi na nogę, wpatrując się w ciecz powoli bulgoczącą w czajniku. Jednocześnie zastanawiałam się, co w tym czasie porabia Seiya. Może nie powinnam zostawiać go tam samego… Usiłowałam sobie przypomnieć, czy w moim pokoju wszystko było posprzątane i poukładane, a na wierzchu nie leżały jakieś kompromitujące mnie rzeczy. Pamiętnik! Nie mogłam sobie przypomnieć, czy schowałam go do szuflady, zanim poszłam otworzyć drzwi. A jeśli wciąż leży na biurku i na dodatek otwarty?! Jeśli Seiya mimowolnie do niego zerknie i zobaczy tam swoje imię?! Chyba zapadłabym się pod ziemię ze wstydu! Ale nie, chyba jednak go schowałam, jak miałam w zwyczaju… Jednak cień niepewności pozostał.
Nareszcie woda się zagotowała. Wsypałam herbatę do imbryczka, zalałam, postawiłam wraz z dwoma filiżankami na tacy i odwróciłam się szybko, żeby wrócić na górę. I w tym momencie z impetem wpadłam na Seiyę! Jak w zwolnionym tempie widziałam, jak czajniczek wylatuje w górę, a gorąca herbata rozlewa się wprost na niego.
„Seiya!”, krzyknęłam, widząc jak odskakuje.
Jednak było za późno, a jego bluza została skąpana w aromatycznym zielonym napoju. Na dodatek gorącym! Błyskawicznie odłożyłam tacę na blat i rzuciłam się na niego, próbując ściągnąć z niego mokrą bluzę.
„Przepraszam! Wystraszyłeś mnie. Nie wiedziałam, że tu jesteś. Ściągaj to! Nie poparzyłeś się? Naprawdę przepraszam!”, paplałam w panice, szamocząc się z jego ubraniem.
Seiya złapał mnie za nadgarstki, pewnie chcąc mnie tym uspokoić.
„Spokojnie, Króliczku, nic się nie stało”, powiedział z szelmowskim uśmiechem. „Nie sądziłem tylko, że tak szybko będziesz chciała pozbawić mnie ubrania. Ale powiem ci, ten pomysł z herbatą niczego sobie…”
Poczułam, jak się rumienię. Co on wygadywał?
„Ja… nie…”, bąknęłam zażenowana jak chyba jeszcze nigdy.
Roześmiał się.
„Żartowałem”, powiedział z wyraźnym rozbawieniem.
Mnie tam do śmiechu nie było. Po prostu wystraszyłam się, że mogłam go oparzyć, a on sobie ze mnie stroi żarty.
„Ale chyba jednak będzie lepiej, jeśli to zdejmę”, dodał, jednym ruchem pozbywając się tej części garderoby.
Wstrzymałam oddech. Nie wiem, co spodziewałam się zobaczyć, jednak poczułam lekkie rozczarowanie widząc, że pod spodem ma jeszcze koszulkę. Na moje policzki znów wypłynął zdradziecki rumieniec.
„Na pewno nic…”, zaczęłam.
„Na pewno.”, przerwał mi. „To gruba bluza.”
Poczułam ulgę.
„To zaparzmy tą herbatę raz jeszcze i może tym razem ja wezmę tacę”, zaproponował.
Jedyne na co się zdobyłam, to przytaknięcie ruchem głowy. Wciąż było mi wstyd.
Kiedy już znaleźliśmy się w moim pokoju, usiedliśmy na podłodze przy niskim stoliku. Upiłam łyk z filiżanki. W międzyczasie zdążyłam już ochłonąć.
„Co robiłeś na dole?”, spytałam.
„Pomyślałem, że nie powinienem zostawiać cię samej, no wiesz... W końcu jestem tutaj jako twój ochroniarz”, puścił mi oczko, rozsiadając się wygodniej.
„Mogłeś jakoś zaznaczyć swoją obecność. Prawie dostałam zawału”, skarciłam go.
„Jakoś tak wyszło…”, wzruszył ramionami. „Obserwowałem cię.”
Obserwował mnie. Czemu? Nie miałam pojęcia, ale zrobiło mi się jakoś tak miło. Miałam tylko nadzieję, że nie stałam z rozdziawioną buzią, wpatrując się w gotującą się wodę.
Seiya dopił swój napój i przeciągnął się z głośnym westchnięciem.
„To co? Masz jakieś lekcje zadane na jutro?”, spytał jakby od niechcenia.
Lekcje? On naprawdę chciał odrabiać ze mną zadanie domowe? Gorszego panu na wieczór nie mógł sobie wymyślić. A ja? Czego oczekiwałam po tym spotkaniu? Dokończenia przerwanej randki?
„Widziałem, że masz rozłożony podręcznik do angielskiego…”, wskazał ruchem głowy na biurko.
„A to…”, spojrzałam smętnie w tym samym kierunku, co on.
„Jeśli chcesz, mogę ci coś wytłumaczyć. Dwa lata chodziłem do szkoły w Stanach, więc z angielskim nie mam najmniejszych problemów.”
Kolejny kawałek układanki pod tytułem „Seiya Kou” wskoczył na swoje miejsce. Coraz więcej się o nim dowiadywałam.
„Nie wiedziałam, że mieszkałeś w Ameryce”, zaciekawiłam się.
„Pewnie jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz”, uśmiechnął się szelmowsko. „Ale na wszystko przyjdzie czas…”
Szybko podniosłam się z dywanu, żeby ukryć zmieszanie. Wróciłam z książką do angielskiego i usiadłam z powrotem obok niego. Pochylił się nad podręcznikiem, a ja poczułam zniewalający zapach jego perfum.
„Pokaż, co tam masz… A, to nic trudnego…”
Zaczął tłumaczyć mi to zagadnienie, tylko że do mnie połowa z tego co mówił i tak nie docierała. Ukradkiem zerkałam na jego idealnie skrojone usta. Przyłapałam się na tym, że zastanawiam się, jak smakują. Zrobiło mi się gorąco na samą myśl. Jeszcze nigdy dotąd nie myślałam o takich rzeczach. Może to dziwne, bo nastolatki mają w głowach głównie romanse i miłostki z przystojnymi chłopakami, ale ja zawsze uważałam, że na to przyjdzie jeszcze czas. Czy to oznacza, że nagle obudziła się we mnie typowa dziewczyna w okresie dojrzewania? Czy to on obudził we mnie te nieznane dotąd uczucia? Obym tylko nie zgłupiała, jak inne dziewczyny z naszej szkoły.
„Króliczku, czy ty mnie w ogóle słuchasz?”, do mojej świadomości dotarł jego głos.
Szybko wróciłam do rzeczywistości, wyrzucając sobie, że ponownie przyłapał mnie na wgapianiu się w niego.
„Co? A tak, tak…”, pokiwałam głową w roztargnieniu.
Roześmiał się pod nosem, jak często miał w zwyczaju.
„Nie wydaje mi się… Ale ok, wytłumaczę ci to jeszcze raz, zrobisz ładnie te wszystkie przykłady, a potem coś zjemy, bo umieram z głodu.”
Tym razem słuchałam jak wyjątkowo pilna uczennica, a angielski już wcale nie wydawał się taki trudny. Seiya byłby naprawdę świetnym korepetytorem. Szybko uwinęłam się z zadaniami i co tu dużo mówić, byłam z siebie dumna.
Tymczasem on rozsiadł się wygodnie i bez skrępowania zaczął rozglądać się po moim pokoju. W pewnym momencie doleciała do mnie jakaś melodia, którą nucił.
„Co to? Nie znam…”, zaciekawiłam się.
Seiya spojrzał na mnie nieco speszony, jakbym przyłapała go na czymś wstydliwym.
„Aaa, to…”, podrapał się po głowie. „To nic wielkiego. Taki mój kawałek…”
Oczy o mało nie wyszły mi z orbit.
„Śpiewasz?”
„Tak tylko w wolnych chwilach brzdąkam sobie na gitarze i trochę komponuję”.
Tego już chyba było dla mnie za wiele. Był przystojny, mądry, inteligentny, zabawny, wysportowany, a do tego jeszcze utalentowany muzycznie. No normalnie ideał, gdyby oczywiście ideały istniały. A może to był jakiś robot a nie człowiek? W jego przypadku wszystko wydawało się możliwe.
„Zaśpiewasz mi?”, poprosiłam nieśmiało.
„Na to trzeba sobie zasłużyć, Króliczku”, wyszczerzył zęby.
„No weź… Chociaż kawałek…”, zrobiłam maślane oczy.
Zastanowił się przez moment, po czym zaczął cicho śpiewać.
„Search for your love, sora no suishou
Search for your love, nakanaide kure
Search for your love, hontou wa
Dakishimetai no sa…”
Zamarłam. Miał świetny głos, którego mogłabym słuchać godzinami. A te kilka linijek, które mi zaśpiewał, od razu wyryły się w mojej pamięci. Znów odpłynęłam.
„Dobra, wystarczy tego dobrego”, sprowadził mnie na ziemię. „Skończyłaś ten angielski?”
Pokiwałam skwapliwie głową, ciesząc się, że nareszcie mogę odłożyć naukę na bok.
„To teraz zamówimy jakąś pizzę, bo aż mnie skręca z głodu”
„Pizzę?”, zdziwiłam się.
„Nie lubisz?”, zapytał równie zdziwiony, co ja.
„Lubię, ale na kolację? Sama nie wiem…”
„Więc wiedz, Króliczku, ze mną jeszcze nie raz zgrzeszysz.”
Zarumieniłam się. Seiya podniósł się, rozprostowując kości i wyciągnął rękę w moją stronę.
„Zamówimy pizzę i zobaczymy co tam ciekawego w telewizji.”
Podałam mu dłoń i pozwoliłam, by pomógł mi wstać. Nagle znalazłam się znów tak blisko niego, a jego magnetyzm natychmiast zaczął na mnie działać. Seiya pochylił się nade mną. Wstrzymałam oddech, nie wiedząc, czego mogę się spodziewać.
„Widzisz, Króliczku, jednak nie jestem taki straszny, jak myślałaś”, wyszeptał mi wprost do ucha.
Po moim ciele przebiegł dreszcz.
„Ja nie…”, chciałam zaprzeczyć, ale mi przerwał.
„Twoje wcześniejsze zachowanie mówiło zupełnie coś innego. Ale jak już wiesz, ja lubię wyzwania… I lubię się z tobą droczyć.”
Po raz kolejny zrobiło mi się głupio, że tak niesprawiedliwie go oceniłam, po samych tylko pozorach.
„Ale nieważne, chodźmy na dół…”, dokończył.
Dwadzieścia minut później siedzieliśmy w salonie przed telewizorem, rozciągnięci wygodnie na kanapach, zajadając pizzę i popijając ją colą. Oglądaliśmy jakiś teleturniej, zaśmiewając się do rozpuku z poczynań uczestników.
Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Pewnie dotychczasowe emocje w końcu odpuściły, a mnie dopadło zwyczajne zmęczenie. Obudziłam się za kwadrans dwunasta, rozglądając się niepewnie wokół siebie. Telewizor wciąż był włączony, jednak głos był przyciszony do minimum. Zerknęłam na kanapę obok, na której zobaczyłam śpiącego Seiyę. Jedną rękę miał zarzuconą nad głowę, druga bezwładnie zwisała na dywan. Uśmiechnęłam się na ten widok. Najciszej, jak potrafiłam, wstałam i podeszłam do pogrążonego we śnie chłopaka. Przyglądałam mu się dłuższą chwilę, a w mojej głowie pojawiły się znów słowa jego piosenki. Westchnęłam prawie bezgłośnie, byle go nie obudzić. Z fotela pod oknem wzięłam miękki koc i delikatnie przykryłam nim Seiyę. Mruknął coś przez sen, a ja wstrzymałam oddech. Jednak nie obudził się. Postałam jeszcze chwilę, po czym cichutko na palcach ruszyłam po schodach na piętro.
Robi się późno, ale ja i tak czuję, że nieprędko zasnę.
Co za dzień! Jeśli moi rodzice mieliby wyjeżdżać częściej, zostawiając mnie samą w domu, to po dzisiejszym wieczorze wręcz byłabym im za to wdzięczna. Włamywacze niech sobie grasują, dla mnie są już niestraszni. Mam swojego „ochroniarza”.
Copyright © 2016 Usagi & Seiya - only from afar... , Blogger